Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 kwietnia 2017

James Blunt ,,The Afterlove"

Rok wydania: 2017
Single: Love Me Better, Bartender
Lista utworów: 
1. Love Me Better
2. Bartender
3. Lose My Number
4. Don't Give Me Those Eyes
5. Someone Singing Along
6. California
7. Make Me Better
8. Time of Our Lives
9. Heartbeat
10. Paradise






Niecałe cztery lata po premierze platynowego na Wyspach krążka ,,Moon Landing" James Blunt powraca z nowym materiałem. Artysta znany z dużego dystansu do siebie i poczucia humoru, w zeszłym roku zapowiedział: ,,Jeśli myślicie, że 2016 rok był zły, to informuję, iż w 2017 ukaże się moja nowa płyta”. Blunt od zawsze był wierny swojemu brzmieniu, jego muzyka wychodzi prosto z serca, ale lubi także poeksperymentować. Przy pracy nad ,,The Afterlove" pomagali mu Ed Sheeran i Ryan Tedder z OneRepublic. Ale to nie koniec wpływów, produkcją zajmowali się także Johnny McDaid pracujący z Biffy Clyro czy Stephan Moccio, twórca przebojów Miley Cyrus i The Weeknd. Brzmi ciekawie? Sprawdźmy jak wypadła całość.

,,The Afterlove" otwiera spokojna, popowa kompozycja ,,Love Me Better". Singiel szybko zyskał pozytywne opinie i znalazł się na listach przebojów. W sumie nie ma się co dziwić, piosenka szybko wpada w ucho i uzależnia. Nie można także nie zwrócić uwagi na styl i klimat, ponieważ w znacznym stopniu przypomina twórczość Eda Sheerana. ,,Bartender" to spokojny numer, w którym gitara odgrywa najważniejszą rolę. Refren szybko nabiera tempa, dzięki czemu całość wypadła pozytywnie. Znacznie inne jest ,,Lose My Number", tutaj James postanowił poeksperymentować z elektronicznym brzmieniem. Oczywiście zrobił to przyzwoicie. Jest mnóstwo podobnych kawałków, jednak elektronika u Blunta to coś nowego. Ciężko mi było się przyzwyczaić, bo zwyczajnie taki styl do niego nie pasuje, ale wypadło bardzo ciekawie. Ballada ,,Don't Give Me Those Eyes" pomimo tego, że jest niezwykle prosta chwyta za serce. Wspaniałe wykonanie i piękny klimat otrzymany za sprawą pianina. Można słuchać jej cały czas. ,,Someone Singing Along" to przyjemny i udany numer zagrany na gitarze. Takie kawałki wychodzą Jamesowi najlepiej.


Kolejnym wyróżniającym się utworem jest zdecydowanie ,,California". Pomimo tego, że James śpiewa powoli i delikatnie, całość jest żywiołowa i wesoła. To brzmienie przyciąga i na długo pozostaje w pamięci. Fajny numer. Tekstem i produkcją ,,Make Me Better" zajął się Ed Sheeran. O ile słuchało się tego lekko i przyjemnie, zabrakło czegoś co zwróciłoby uwagę. W ,,Time of Our Lives" swoje palce ponownie maczał Sheeran, jak i również Ryan Tredder z OneRepublic. Muzycy stworzyli fajną, delikatną balladę, jednak powtarza się taka sama sytuacją jak w poprzednim numerze. ,,Heartbeat" zaskakuje zmianą tempa, początek jest niezwykle delikatny, natomiast refren za sprawą bębnów, gitary i skrzypiec staje się szybszy. Wszystko idealnie dopełnia wspaniały głos Jamesa. Świetna kompozycja. Na zakończenie Blunt zostawił znakomity ,,Paradise". Jest to typowy, charakterystyczny kawałek dla twórczości Brytyjczyka. Delikatny z nutką dynamizmu i gitarą w tle.

Na albumie ,,The Afterlove" znajdziemy kawałki, których od samego początku możemy się spodziewać. No może poza ,,Lose My Number" w którym usłyszymy elektroniczne brzmienie. Jednak, James jest tak dobry w tym co robi i jego muzyka wypływa prosto z serca, że wspaniale i z ogromnym podziwem się słucha każdego utworu. Z pewnością nie raz do niego wrócę, kiedy będę chciała odpocząć i posłuchać czegoś spokojnego. Uwielbiam ,,Don't Give Me Those Eyes", ,,California" i ,,Love Me Better". Fani na pewno nie są zawiedzeni, Blunt po raz kolejny pokazał klasę i to jak ważna jest dla niego muzyka.

Ocena: 7,5/10


niedziela, 9 kwietnia 2017

Ewelina Lisowska ,,Ponad Wszystko"

Rok wydania: 2016
Single: Zatrzymaj się, Prosta sprawa, Zrób to, Niebo/Piekło (Jaro Remix)
Lista utworów:
1. Czarny pas
2. Zakochaj się
3. Na noże
4. W domu zabawek (feat. Czesław Mozil)
5. Każdej nocy
6. Mniej więcej
7. Na chwilę
8. W ogień?
9. Każdej nocy II
10. Ponad wszystko
11. Zatrzymaj się
12. Zrób to
13. Prosta sprawa
14. Niebo/Piekło (Jaro Remix)
15. Prosta sprawa (P.D.A. Remix)


Kiedyś systematyczne śledziłam karierę Eweliny Lisowskiej. Moje zainteresowanie skończyło się, kiedy Wokalistka wybrała komercyjny pop, a jej muzyka przestała się wyróżniać. Krótko mówiąc: banalne teksty, słaba muzyka. Trzeci krążek Lisowskiej miał być najbardziej osobistym w jej karierze. Byłam ciekawa jak prezentuje się teraz jej twórczość. Pomimo tego, że single nie zachęciły mnie do przesłuchania, chciałam sprawdzić co wyszło ze współpracy z Czesławem Mozilem, czy Damianem Ukeje, który był odpowiedzialny za produkcję. Wokalistka szczerze opowiada o swoich nadziejach, obawach i lękach, jak więc wypadła jej trzecia płyta?

Ewelina postanowiła trochę zaskoczyć swoich fanów i rozpoczęła album kompozycją stonowaną i tajemniczą. ,,Czarny pas" jest trochę skomplikowane, Wokalistka w zwrotkach śpiewa delikatnie, czasami bardzo cicho, co robi ogromne wrażenie, natomiast refren jest mocniejszy i równie udany. Pomimo tego, że utwór jest dobry, ciężko się go słucha. Zupełnie inne jest ,,Zakochaj się", już od samego początku można się zdziwić, ponieważ Lisowska postawiła na trąbki, ciekawa aranżacja. Panuje tutaj również interesujący klimat, zwrotki są subtelne, romantyczne, ale bez zbędnego dynamizmu i przebojowości. ,,Na noże" to kolejna tajemnicza kompozycja, usłyszymy tutaj bębny i po raz kolejny Wokalistka postanowiła w zwrotkach śpiewać spokojne i bardzo delikatnie. Natomiast w refrenie pokazała więcej siły i pewności siebie. ,,W domu zabawek" jest świetne. Rewelacyjne wejście, niesamowity klimat, a instrumenty i delikatny wokal Eweliny wspaniale się uzupełniają. Dobrym pomysłem było zaproszenie Czesława Mozila, jego akordeon idealnie wpasował się w bajkowy nastrój.


Na albumie znajdziemy dwie części ,,Każdej nocy", obie są bardzo do siebie podobne, spokojne, delikatne z elektronicznym podkładem, ale to pierwsza bardziej przypadła mi do gustu. ,,Mniej więcej" wywarło na mnie średnie wrażenie, ale podoba mi się jego klimat. Zagrane na pianinie ,,Na chwilę" ma dość chłodny i tajemniczy nastrój, a przy niezwykle czystym wokalu Eweliny piosenka wyszła pięknie. Bardzo zaskoczył mnie utwór ,,W ogień?", wstęp jest spokojny, ale z każdą chwilą nabiera tempa. Nawet nie wiadomo kiedy, piosenka staje się dynamiczna. Utwór tytułowy prezentuje się bardzo podobnie do kawałków które już usłyszeliśmy. O ile ,,Ponad wszystko" brzmi całkiem nieźle, jest bardzo delikatne i wpada w ucho, ale słuchając całości za dużo tu spokojnych numerów, przez co robi się nudo i monotonnie. ,,Zatrzymaj się" usłyszeliśmy półtora roku przed premierą całego krążka. Singiel nie osiągnął sukcesu, a nawet przeszedł bez echa. Nie ma się co dziwić, banalna muzyka, słabe wykonanie i nieciekawy tekst. Miałam nadzieję, że Lisowska jednak nie umieści tej pozycji na albumie, bo jak wiadomo im więcej piosenek nie zawsze znaczy lepiej.


,,Zrób to" to zwykły, rytmiczny utwór, który wpada w ucho, ale nie przykuwa uwagi. Z singli najbardziej przypadła mi do gustu ,,Prosta sprawa". Popowy kawałek z elektronicznym tłem i inspiracjami reggae jest fajny, wesoły i wakacyjny. Słuchając go od razu robi się ciepło. ,,Niebo/Piekło" znamy już z poprzedniej płyty Wokalistki ,,Nowe Horyzonty". Zwykle obojętnie przechodziłam obok tej piosenki, w remiksie Jaro również nie powala. A ,,Prosta sprawa" w wersji P.D.A.? Nigdy nie byłam fanką remiksów i tym razem się to nie zmieniło. Refrenu nie da się słuchać... Tragedia.

Album ,,Ponad Wszystko" zły nie jest, a nawet można się pozytywnie zaskoczyć. Jest bardzo dużo tajemniczych, delikatnych i klimatycznych utworów (,,Czary pas", ,,Ponad wszystko", ,,Mniej więcej"), które osobno wypadają dobrze, jednak ich duża ilość sprawia, że słuchając całości robi się trochę nudno i monotonnie. Ewelina zaskoczyła w ,,Zakochaj się" stawiając na trąbki, a bębny usłyszymy w ,,Na noże". ,,W domu zabawek" panuje świetny, bajkowy nastrój, a zaproszenie Czesława Mozila było bardzo dobrym pomysłem. Single ,,Zrób to" oraz ,,Zatrzymaj się" nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia, zdecydowanie wolę ,,Prostą sprawę". Najgorsze na tym albumie są remiksy, które powinny trafić prosto do kosza. Ewelina Lisowska stworzyła ciekawą płytę, jest na pewno lepsza niż poprzednia, ale nie wiem czy jeszcze do niej wrócę.

Ocena: 6,5/10


środa, 29 marca 2017

Ed Sheeran ,,÷"

Rok wydania: 2017
Single: Castle on the Hill, Shape of You, Galway Girl
Lista utworów: 
1. Eraser
2. Castle on the Hill
3. Dive
4. Shape of You
5. Perfect
6. Galway Girl
7. Happier
8. New Man
9. Hearts Don't Break Around Here
10. What Do I Know?
11. How Would You Feel (Paean)
12. Supermarket Flowers



Po debiutanckim ,,+" i jego następcy ,,x" przyszedł czas na nowe wydawnictwo o nazwie, a może raczej znaku matematycznym ,,÷". Fani na całym świecie z niecierpliwością czekali na premierowe utwory od Brytyjczyka. Przed samą premierą można było przypuszczać, że ,,Divide" będzie najlepiej sprzedającym się albumem tego roku. Dlaczego? Ponieważ poprzednie sprzedawały się w nieprawdopodobnym tempie, a nowe single od razu trafiały na pierwsze miejsca list przebojów. Nikt nie spodziewał się, że taki niepozorny Brytyjczyk w pewnym sensie przyczyni się do zrewolucjonizowania muzyki pop. A jak wygląda sprzedaż w Polsce? Dwa dni przed premierą Związek Producentów Audio Video przyznał ,,÷" status Złotej Płyty. To coś niezwykłego. Ale zdecydowanie ważniejsza jest jakość, a nie sprzedaż. To jak wypadł nowy materiał Sheerana?

,,Eraser" otwiera album i już od pierwszych dźwięków zaskakuje. Podoba mi się gitarowe brzmienie, jest proste ale bardzo ciekawe, ponadto Ed postanowił w zwrotkach rapować! Wypadło to całkiem dobrze, warto również wspomnieć o szczerym tekście z którym dużo osób mogłoby się utożsamić. Sheeran opowiada także o własnych przeżyciach: czym jest sława, jak kiedyś postrzegał popularność i jak odbiera to teraz, po kilku latach. Polecam zapoznanie się z tą kompozycją. Pierwszy singiel ,,Castle on the Hill" od razu trafił na szczyty list przebojów i w sumie nie ma się co dziwić. Może nie jest to jakiś wybitny utwór, który wywołuje ogromne wrażenie, ale bardzo dobrze się go słucha. Zwrotki są spokojne, natomiast refren jest szybszy i pozytywny. ,,Castle on the Hill" wywołuje uśmiech i mnóstwo dobrych emocji. ,,Dive" jest charyzmatyczne i nieco emocjonalne. Pomimo, że muzyczne numer jest spokojny, to wokal Sheerana, który fragmentami prawie krzyczy, nadaje mu dramatyzmu. Rytmiczne ,,Shape of You" szybko wpada w ucho. Bardzo dobrze się go słucha i z tego krążka najczęściej do niego wracam. Ballada ,,Perfect" chwyta za serce, wspaniałe wykonanie, zagłębiając się w tekst, który jest po prostu piękny można się wzruszyć. Wspaniała i niezwykle romantyczna piosenka.


,,Galway Girl" od razu przypadło mi do gustu. Jest to połączenie rytmicznego, zagranego na gitarze akustycznej kawałka z rapowanymi zwrotkami i Irlandzkim klimatem. Przyjemne dla ucha jest także delikatne ,,Happier", ale niestety niczym szczególnym nie zaskakuje. Duże lepsze wrażenie robi ballada ,,Hearts Don't Break Around Here" w którym Ed zachwyca swoim głosem, a muzyka wspaniale działa na wyobraźnię. ,,New Man" jest fajnym, rytmicznym numerem zagranym na gitarze akustycznej, ,,What Do I Know?" brzmi podobnie, jednak zdecydowanie ten pierwszy przypadł mi do gustu. Moją ulubioną balladą jest ,,How Would You Feel (Paean)". Ta piękna kompozycja zachowuje nostalgiczny nastrój, jest niezwykle delikatna, a gitarowe solo nadaje subtelności. Ostatni ,,Supermarket Flowers", wspaniale wyróżnia się pośród wszystkich utworów na ,,÷". Zagrany na pianinie, najspokojniejszy, o magicznym klimacie, działający na wyobraźnię. Fantastyczne zakończenie albumu.

Ed nagrał bardzo dobry, prosty album. To pop w najlepszym wydaniu. Brytyjczyk udowodnił, że nie trzeba kombinować, wystarczy, że komponuje się prosto z serca. Wspaniale słucha się tych piosenek, teksty są przemyślane, mają swoją wartość (,,Eraser"), piękne opisy (,,Perfect"), a większości towarzyszyła głównie gitara akustyczna (,,New Man", ,,How Would You Feel (Paean)"). Znajdziemy tu także bardziej rytmiczne utwory (,,Shape of You"), czy takie, które ciężko wyrzucić z głowy i nuci się je cały dzień (,,Galway Girl"). Ale największą perełką jest zdecydowanie ,,Supermarket Flowers", niezwykle wyróżniający się kawałek, zagrany na pianinie. Nie spodziewałam się tak dobrych, a zarazem przyjemnych dla ucha numerów. Jestem bardzo ciekawa czym Ed nas jeszcze zaskoczy, bo chłopak ma wspaniały talent.

Ocena: 8,5/10


czwartek, 23 marca 2017

Rag'n'Bone Man ,,Human"

Rok wydania: 2017
Single: Human, Skin
Lista utworów:
1. Human
2. Innocent Man
3. Skin
4. Bitter End
5. Be the Man
6. Love You Any Less
7. Odetta
8. Grace
9. Ego
10. Arrow
11. As You Are
12. Die Easy




Rory Graham, bardziej znany jako Rag'n'Bone Man stał się jednym z najpopularniejszych muzycznych odkryć 2016 roku. Po sukcesie singla ,,Human", Artysta wydał debiutancki album o tym samym tytule. Żeby wejść na szczyty list przebojów Graham pokonał bardzo długą drogę i ciężko musiał sobie zapracować. Obecnie ma 32 lata, a przed publicznością występuje ponad połowę swojego życia. Zaczynał jako 15-letni raper w rodzinnym Uckfield by 4 lata później, zachęcony przez ojca, zaczął śpiewać w klubach bluesowych. Miłość do bluesa i rapu udało mu się pogodzić kiedy dołączył do hip-hopowego składu The Rum Committee z Brighton, regularnie koncertującego także w Brixton w Londynie. Później wydał trzy EPki, które  przysporzyły mu całkiem dużą grupę fanów już na początku światowej kariery. Przyjrzyjmy się teraz co Rory przygotował na swoim debiutanckim krążku.

Utwór ,,Human" pierwszy raz usłyszałam jesienią zeszłego roku i od razu pomyślałam, że jest genialny. Piosenka, której klimat był idealny na tą szarą porę roku. Cięższe, wyraziste i wpadające w ucho charakterystyczne brzmienie oraz ten świetny, mocny głos należący do potężnego, wytatuowanego mężczyzny z brodą. To wszystko sprawiło, że mogłam słuchać go w kółko i nadal bardzo często do niego wracam. Nieco podobne jest ,,Innocent Man". Trochę zimna i tajemnicza kompozycja w której melodyjności dodają trąbki. Podoba mi się połączenie soulu z nowoczesnym brzmieniem. Do stacji radiowych niedawno trafił singiel ,,Skin", jest on puszczany dość często, więc nie da się na niego nie natrafić, ale też nie można przejść obok niego obojętnie. Utwór jest utrzymany w charakterystycznym dla Grahama stylu. Przyjemnie się go słucha, jest melodyjny, ale utrzymuje nieco chłodny klimat. W ,,Bitter End" uwielbiam mroczny, nieco surowy początek. Niestety, przy refrenie ten świetny klimat gdzieś zanika a to za sprawą pianina i perkusji. Ale pomimo tego kompozycja wypadła bardzo dobrze. ,,Be the Man" znacznie różni się od poprzednich kawałków. Jest szybki, wesoły i w stylistyce soulu. Numer wpada w ucho.



,,Love You Any Less" zaczyna się spokojnie, obok śpiewu Grahama usłyszymy pianino, natomiast refren urozmaicony jest o skrzypce. Utwór jest wspaniały i bardzo emocjonalny, ma w sobie wyjątkowy klimat - pełen mroku i surowości. ,,Odetta" nie wywołała na mnie dużego wrażenia, ponieważ coś podobnego już się tutaj pojawiło, niemniej jednak bardzo dobrze się tego słucha. Przyjemny numer, lecz nie zaskakujący. Początek ,,Grace" jest bardzo spokojny, zagrany na pianinie, dopiero późnej można usłyszeć gitarę akustyczną. Refren jest bardziej żywiołowy i w bluesowym stylu. W ,,Ego" usłyszymy trąbki, które nadają pozytywny nastrój. Rag'n'Bone Man zachwyca potężnym głosem oraz postanawia w jednej zwrotce rapować! Ciekawy pomysł. ,,Arrow" to kolejna dobrze zrobiona kompozycja, ale nie ma w niej nic, co szczególnie przykułoby uwagę. ,,As You Are" zaczyna się dźwiękiem pianina i odgłosami przypominające stare, czarno-białe filmy. Całkiem przyjemny utwór. Na sam koniec Rag'n'Bone Man zostawił ,,Die Easy" w którym śpiewa a capella, bez muzyki! Bardzo ciekawy pomysł, można usłyszeć głos Wokalisty w całej okazałości. Zaskakujące zakończenie.

Uwielbiam ,,Innocent Man", ,,Skin" i ,,Love You Any Less", ale to ,,Human" jest moim numerem jeden. Zaskakują trąbki i rapowana zwrotka w ,,Ego", utwór zaśpiewany a capella ,,Die Easy" oraz wesołe ,,Be the Man", które odrywa od tajemniczego i surowego nastroju. Niestety, jest tu kilka piosenek które niczym szczególnym nie zachwycają, ale dobrze się ich słucha (,,Odetta", ,,Arrow"). Artysta nagrał bardzo dobrą płytę, połączenie bluesa i soulu wypadło znakomicie. Słychać, że Rory wspaniale czuje się w takich klimatach. Brytyjczyk ma niezwykły, mocny głos, przez który można poczuć dreszcze. Dzięki singlowi ,,Human" otworzyły się przed nim drzwi do światowej kariery. Mam nadzieję, że po tylu latach ciężkiej pracy wykorzysta swoją szansę.

Ocena: 7,5/10


niedziela, 12 marca 2017

The xx ,,I See You"

Rok wydania: 2017
Single: On Hold, Say Something Loving
Lista utworów:
1. Dangerous
2. Say Something Loving
3. Lips
4. A Violent Noise
5. Performance
6. Replica
7. Brave for You
8. On Hold
9. I Dare You
10. Test Me





The xx to zespół założony 12 lat temu w Londynie. Na swoim koncie mają już dwa krążki, a w tym roku powrócili z nową muzyką. ,,I See You" zaskakuje od samego początku, ponieważ opakowanie krążka jest tak zrobione, że zobaczymy w nim swoje odbicie. ,,I See You" wyznacza nową erę dla londyńskiego trio, zarówno pod względem brzmienia jak i w odniesieniu do ich rozwoju. Poprzednie albumy grupa nagrywała w stolicy Wielkiej Brytanii, natomiast nagrania do tegorocznego odbywały się m.in. w Nowym Jorku i Los Angeles.Wyprodukowany przez Jamiego Smitha i Rodaidh McDonald, album ,,I See You" jest najśmielszym jak do tej pory osiągnięciem The xx, bardziej przejrzystym i ambitniejszym niż kiedykolwiek wcześniej.

Krążek otwiera klimatyczne ,,Dangerous", mroczny i tajemniczy beat ciekawie łączy się z brzmieniem gitary basowej. Całość wypadła całkiem dobrze, ale utwór niczym nie zaskakuje. Sam początek ,,Say Something Loving" nie przypadł mi do gustu. Ale zwrotki w których śpiewają Romy i Oliver są magiczne i wspaniale się ich słucha. Chóralny wstęp do ,,Lips" jest niepokojący i nieco mroczny. Uwielbiam klimat tej piosenki, a wokal Romy jest niezwykły. Panuje tutaj wspaniały nastrój, ten kawałek idealnie pasowałby do jakiegoś filmu. Przy ,,A Violent Noise" trochę się nudziłam, utwór bardzo długo się rozkręca. Zbytnio nie przepadam za głosem Oliviera, zdecydowanie wolę Romy, a głównie to on śpiewa w tym kawałku. Zagrany na gitarze ,,Performance" z elektronicznym podkładem brzmi pięknie. Szczególnie, kiedy słyszymy wyłącznie damski głos. Jest to bardzo spokojna i nostalgiczna kompozycja. Wspaniale się jej słucha wieczorami.


,,Replica" to przyjemny dla ucha numer, ale niczym szczególnym nie przykuwa uwagi. Znacznie lepszy jest ,,Brave for You", pomimo spokojnego i melancholijnego początku przy refrenie nabiera  tempa. Ciekawe połączenie elektroniki z perkusją. Bardzo udany kawałek. Nieco taneczny ,,On Hold" nie przekonał mnie. Przerobione komputerowo głosy powtarzające jeden fragment w kółko to coś co szczególnie drażni mnie w piosenkach. Cała reszta jest całkiem znośna. Niestety, niektóre utwory na tym krążku zlewają się ze sobą i ciężko je zapamiętać, właśnie ,,I Dare You" do nich należy. Kawałek wypadł jako nudny i przewidywalny. Na sam koniec grupa zostawiła ,,Test Me". Trochę zwątpiłam, że przy ostatniej pozycji coś jeszcze mnie zaskoczy. A jednak... Jest to bardzo tajemniczy i mroczny kawałek, dzięki specyficznym odgłosom, które powodują gęsią skórkę idealnie nadawałby się do jakiegoś filmu. Bardzo dobre zakończenie.

,,I See You" to bez wątpienia dobry album, grupa ma swój specyficzny styl i pomimo tego, że jeden kawałek podoba się mniej, a drugi bardziej, każdy ma w sobie coś wyjątkowego. Wokal Romy jest magiczny, przy tak klimatycznych kompozycjach idealnie działa na wyobraźnię. Na pewno często będę wracała do ,,Lips", ,,Brave for You", ,,Performance" i ,,Test Me". Są to najlepsze utwory z ,,I See You". Niestety, ,,A Violent Noise", ,,On Hold" i ,,I Dare You" nie przypadły mi do gustu. Jestem ciekawa czym jeszcze The xx zaskoczą, mają bardzo dużo ciekawych pomysłów i na pewno nie zawiodą swoich fanów. Grupa 1 lipca wystąpi w Gdyni jako headliner na Open'er Festival.

Ocena: 7/10


piątek, 10 lutego 2017

Elle King ,,Love Stuff"

Rok wydania: 2015
Single: Ex's & Oh's, Under the Influence, America's Sweetheart
Lista utworów:
1. Where the Devil Don't Go
2. Ex's & Oh's
3. Under the Influence
4. Last Damn Night
5. Kocaine Karolina
6. Song of Sorrow
7. America's Sweetheart
8. I Told You I Was Mean
9. Ain't Gonna Drown
10. Jackson
11. Make You Smile
12. See You Again



Elle King to debiutująca Amerykańska wokalistka. Dwa lata temu wydała swój pierwszy album ,,Love Stuff" który osiągnął sukces na świecie, a to za sprawą rockowego kawałka ,,Ex's & Oh's". Sam teledysk ma ponad 100 milionów odtworzeń w serwisie YouTube, ponadto King może pochwalić się także pierwszymi nominacjami do najważniejszych muzycznych nagród - Grammy. Dwanaście utworów składających się na płytę to bardzo zgrabna mieszanka country, soulu, popu i prostego bluesa. Elle wyróżnia się na tle innych Wokalistek, swobodnie miesza gatunki, a do tego natura obdarowała ją niezwykłym głosem - głębokim, mocnym i wyrazistym.

,,Where the Devil Don't Go" już od pierwszych dźwięków zwraca na siebie uwagę. Chwytliwy refren, klimat przypominający amerykańskie bary z lat 80., a w tle brudny gitarowy blues. Wszystko idealnie dopełnia niezwykła barwa głosu Elle King. Każdy kto w zeszłym roku choć na chwilę miał włączone radio musiał natknąć się na ,,Ex's & Oh's". Ten kawałek był bardzo często odtwarzany, w sumie nie ma się co dziwić jest melodyjny, przebojowy i szybko w pada w ucho. Ponadto wyróżnia się na tle innych radiowych numerów. Słychać tutaj inspiracje rockiem, znalazło się także miejsce dla gitarowej solówki a drapieżności dodała niezwykła chrypa w głosie Wokalistki. ,,Under the Influence" jest znacznie spokojniejszy i ponownie przenosi nas do starych, amerykańskich barów. Jednak, stylistyka nie jest tutaj stabilna jak przy pierwszym kawałku - później robi się bardziej nowoczesny, a wspomniany klimat gdzieś zanika. Podoba mi się pierwsza zwrotka, w której słychać wyraźne inspiracje twórczością Duffy. Brzmienie ,,Last Damn Night" jest naprawdę dobre. Utwór o stylistyce surowego bluesa, brzmi jakby był nagrywany w jakieś obskurnej piwnicy.


 Elle ponownie zaskoczyła w ,,Kocaine Karolina". Tutaj panuje stonowany i spokojny nastrój, a to za sprawą banjo. Cały utwór zagrany jest na tym instrumencie i brzmi jak amerykański klasyk. Niestety, kawałek jest trochę za długi i pod koniec zaczyna się nudzić. ,,Song of Sorrow" to połączenie country z popem, choć ta mieszanka wydaje się być ciekawa, kompozycja nie przykuwa uwagi i bardzo łatwo o niej zapomnieć. Pozytywne wrażenie robi ,,America's Sweetheart" wypełnione rozrywkowym country. Podoba mi się także, efektowne przyspieszenie tempa w refrenie. W ,,I Told You I Was Mean" Wokalistka czaruje swoim głosem, tworząc specyficzny klimat, słychać w jej wokalu inspiracje Duffy czy Amy Winehouse, natomiast muzyka ukierunkowana jest w stylistyce indie i blues rocka. ,,Ain't Gonna Drown" bardzo różni się od swoich poprzedników. Kawałek jest mroczny, tajemniczy, w tle słychać jedynie gitarę, a głos Elle jest niezwykle dojrzały. W ,,Jackson" dzieje się bardzo dużo, na wstępie King śpiewa jakby było to country, ale w tle słychać rozbrzmiewającą gitarę elektryczną, która w refrenie zaczyna grać mocniej, a do tego dochodzi dynamiczna perkusja, po otrzymanej dużej dawce rocka, usłyszymy fragment w blues rockowym stylu. Wydawałoby się, że od tej mieszanki można dostać bólu głowy, jednak nic z tych rzeczy. Tego numeru słucha się z ogromną ciekawością. ,,Make You Smile" ma w sobie dużo wdzięku, jest to wesoły, nieco popowy utwór, którego słucha się naprawdę fajnie. Na zakończenie Elle zostawiła ,,See You Again". Najspokojniejszy i najdelikatniejszy kawałek na krążku, wspaniale działa na wyobraźnię. Bardzo dobre pożegnanie.

,,Love Stuff" jako całość jest trochę monotonne, a kawałki niewiele się od siebie różnią. Jednak jakby popatrzeć na każdy utwór osobno, można nie wyjść z podziwu. Wokalnie słychać bardzo dużo motywów zaczerpniętych od Duffy czy Amy Macdonald. Nie można także pominąć wpływów Amy Winehouse. Podoba mi się połączenie country, soulu z rockiem oraz wyraźne wpływy blues rocka. Szczególnie zachwyca ,,Ain't Gonna Down" oraz ,,I Told You I Was Mean". A ,,See You Again" czy ,,Where the Devil Don't Go" idealnie działają na wyobraźnię. ,,Love Stuff" to materiał godny uwagi. Elle King jest jedną z ciekawszych osób, które w ostatnim czasie zadebiutowały. Wokalistka nagrała dobrą płytę. Warto o niej pamiętać, bo pewnie jeszcze nie raz o niej usłyszymy.

Ocena: 7/10


niedziela, 29 stycznia 2017

You Me at Six ,,Night People"

Rok wydania: 2017
Single: Night People, Swear
Lista utworów: 
1. Night People
2. Plus One
3. Heavy Soul
4. Take on the World
5. Brand New
6. Swear
7. Make Your Move
8. Can't Hold Back
9. Spell It Out
10. Give






You Me at Six to zespół rockowy, założony w 2004 roku w Anglii. Na samym początku ich twórczość porównywano do Panic! at the Disco czy Brand New. Jednak później stali się bardziej indywidualni. Na swoim koncie mają liczne nagrody Kerrang! Awards i sprzedali ponad 600 tysięcy albumów na całym świecie. W tym roku powrócili z piątym studyjnym krążkiem, który został nagrywany pod okiem Jacquire Kinga (Kings Of Leon, James Bay), a zmiksowany przez Andrew Schepsa (Black Sabbath, Red Hot Chilli Peppers). You Me at Six pragną być jednym z najważniejszych rockowych zespołów dzisiejszych czasów z Wielkiej Brytanii. Czy ,,Night People" przybliży ich do tej pozycji? A może muszą jeszcze trochę poczekać?

Album otwiera utwór tytułowy, który od pierwszych dźwięków intryguje i szybko uzależnia. Brzmienie ,,Night People" przypomina mi twórczość Royal Blood, gdybym nie wiedziała powiedziałabym, że właśnie to oni stoją za tym numerem. Fantastyczny początek. Chociaż ,,Plus One" nie zaskakuje jak poprzedni kawałek, jest dobrze zrobiony, a początek pierwszej zwrotki wypadł rewelacyjnie. ,,Heavy Soul" to pop rockowy numer z balladowymi fragmentami. Niestety, zespół nie przykuł uwagi tą kompozycją, o ile początek wypadł całkiem nieźle to później robi się zwyczajnie nudny. Zaraz po tym otrzymujemy kolejną balladę, ale tym razem z każdą sekundą ,,Take on the World" budzi napięcie. Utwór utrzymuje powolne tempo, Josh Franceschi śpiewa delikatnie, dopiero w refrenie instrumenty zaczynają grać mocniej, jednak Wokalista nie zważając na to dalej śpiewa powoli. Dopiero pod koniec ballada staje się szybka, co prawda jest to przewidywalne, ale dzięki temu że refren wyszedł z tradycyjnego schematu całość wypadła ciekawie. Przy słuchaniu ,,Brand New" miałam mieszane uczucia, niby brzmi całkiem nieźle, ale refren wypadł zbyt melodyjnie.


Początek ,,Swear" jest nawet dobry, na pierwszym planie słychać świetne brzmienie basu. Kawałka dobrze się słucha, jednak zwyczajnie czegoś w nim brakuje. Może lepszego tekstu, bo muzyka to kawał porządnego grania. ,,Make Your Move" zaczyna się rewelacyjnie! Obok tego numeru nie można przejść obojętnie, uwielbiam moment w którym nastrój robi się bardziej ponury, a Wokalista śpiewa powoli. W ,,Can't Hold Back" na uwagę zasługują zwrotki, świetne brzmienie przy spokojnym wokalu Josh'a, niestety refren nie wprowadza nic nowego, widoczne nie było na niego pomysłu, ale uwagę zwraca gitarowa solówka. Kiedy Franceschi śpiewa powoli i spokojnie czaruje głosem, jego wokal jest wspaniały, a przy szybkich numerach nie można tego odczuć. Mroczne i tajemnicze ,,Spell It Out" jest rewelacyjne. Po spokojnym wstępie, świetne wrażenie zrobiły mocno brzmiące instrumenty. Na zakończenie rockowa ballada ,,Give". Ten utwór jest kumulacją wszystkiego co mogliśmy usłyszeć na ,,Night People". Nie zaskakuje, ale bardzo dobrze się go słucha.

You Me at Six chcą być jednym z najważniejszych rockowych zespołów dzisiejszych czasów z Wielkiej Brytanii. Pomimo tego, że brzmienie ,,Night People" jest całkiem dobre i nie raz zespół mnie zaskoczył to nadal za mało. Grupa ma wspaniałe pomysły, ich brzmienie zachwyca, niestety nieco gorzej jest z tekstami czy wykonaniem. Josh czaruje swoim głosem w spokojniejszych utworach, niestety jego wokal w szybszych numerach nie jest tak znakomity. Uwielbiam utwór tytułowy, gdyby zespół poszedł w tym kierunku płyta mogłaby być ciekawa i zarazem pozycją obowiązkową do przesłuchania. Nie podoba mi się, że w większości numerów bywa tak, że refren zamiast być mocniejszy chłopaki zrobili z niego melodyjny pop rock. Anglicy są na dobrej drodze, mam nadzieję że ich kolejny album będzie konkretny i choć trochę przybliży ich do wymarzonej pozycji.

Ocena: 6,5/10


niedziela, 8 stycznia 2017

Leonard Cohen ,,You Want It Darker"

Rok wydania: 2016
Single: You Want It Darker
Lista utworów:
1. You Want It Darker
2. Treaty
3. On the Level
4. Leaving the Table
5. If I Didn't Have Your Love
6. Traveling Light
7. It Seemed The Better Way
8. Steer Your Way
9. String Reprise / Treaty







7 listopada 2016 roku świat obiegła informacja o śmierci Leonarda Cohen'a. Odszedł znakomity muzyk, poeta, Artysta. Przed śmiercią podzielił się nowymi kompozycjami i wspaniale pożegnał się z fanami. Pomimo tego, że skończył 82 lata był czynny zawodowo. Pisał i jeździł po świecie. Swój ostatni koncert w Polsce zagrał 19 lipca 2013 w Łodzi. 17 dni przed swoim odejściem wydał album ,,You Want It Darker", na którym zaprezentował mroczne, ponure i niepokojące kompozycje. Artysta nagrywał album siedząc na wózku inwalidzkim oraz miał liczne depresje i załamania. Pomimo tego, że pragnął żyć wiecznie, wiedział że jego koniec jest bliski. Swój ostatni krążek Cohen uważał, za najlepsze dzieło. Jego miłośnicy mogą mieć różne zdania na ten temat, ale jedno jest pewne album będzie zapamiętany bardzo długo.

,,You Want It Darker" rozpoczyna się surowym akcentem, chociaż głos Cohen'a wydaje się pogodny. Słowa ,,Jestem gotów, Panie mój" po śmierci Artysty nabierają dosłownego znaczenia, podobnie było w przypadku ,,Blackstar" Davida Bowie'go, przez co kompozycja nabiera mroku i niepokoju. Można tutaj także usłyszeć refleksje Cohen'a na temat wiary, miłości, życia i śmierci. Brzmienie ,,Treaty" jest bardziej pogodniejsze, a to za sprawą dźwięków skrzypiec i pianina. Natomiast tematyką wiele nie odbiega od poprzedniego utworu. Artysta opisuje co widzi, kiedy siedzi przy stole z Bogiem, jak wąż został pokonany i nie może uwierzyć, że nadszedł czas na spoczynek. Piękna kompozycja, znakomicie się jej słucha. Zupełnie inne jest ,,On the Level". Zaczyna się powoli i spokojnie, z dźwiękiem gitary elektrycznej w tle, dopiero po chwili dołącza perkusja oraz żeńskie chórki! Całość wypadła naprawdę dobrze. W ,,Leaving the Table" otrzymujemy melancholijne brzmienie z gitarą akustyczną, słychać tutaj inspiracje bluesem i folkiem.


Piękne i bardzo romantyczne jest ,,If I Didn't Have Your Love". Wszystkie określenia są tutaj niezwykle szczere i trafne. ,,Traveling Light" to kompozycja przepełniona mrokiem, ważną rolę odgrywa tutaj gitara akustyczna. Usłyszeć możemy także folkowe chórki, które moim zdaniem niezbyt pasują do całości. A nieco żałobne brzmienie skrzypiec nadają surowości, ponadto w tekście Cohen sugeruje, że niedługo może go zabraknąć: ,,Podróżuję bez bagażu. To pożegnanie. Ma upadła gwiazda niegdyś była jasna". W ,,It Seemed The Better Way" również nie opuszcza mrok. Ciężkie chóry i skrzypce brzmią smutno i przerażająco. Niezwykle klimatyczna kompozycja. ,,Steer Your Way" to utwór o upływającym czasie, po raz kolejny usłyszymy partie smyczkowe, które idealnie nastrajają. Czuć tutaj mrok i cierpienie, natomiast niektóre fragmenty są spokojne i można wyczuć delikatność. Na sam koniec usłyszymy kompozycję ,,String Reprise / Treaty" czyli smyczkową wersję ,,Treaty". W taki sposób Artysta zamyka album i żegna się ze światem. ,,To koniec, koniec wody i wina. Byliśmy rozbici, lecz teraz jesteśmy blisko kresu." 

,,You Want It Darker" jest to ponury, mroczny i melancholijny album. Zawiera bardzo dużo odniesień do śmierci, pożegnań. Można znaleźć tutaj nawiązania do Biblii czy bezpośrednie rozmowy Artysty z Bogiem. Melodie utrzymane są w smutku i cierpieniu - dźwięki skrzypiec przypominają pieść żałobną. Każda kompozycja utrzymana jest na podobnym poziomie. Fantastycznie i z zaciekawieniem słucha się każdego utworu. Uwielbiam znakomity tekst romantycznego ,,If I Didn't Have Your Love". Ponadto muzyka do każdego utworu jest wspaniale dopracowana, jedynie nie przypadły mi do gustu folkowe chórki w ,,Traveling Light". Leonard Cohen zostawił wspaniały album, którego świat nigdy nie zapomni.

Ocena: 8,5/10 


niedziela, 1 stycznia 2017

Fifth Harmony ,,7/27"

Rok wydania: 2016
Single: Work from Home, All in My Head (Flex), That's My Girl
Lista utworów:
1. That's My Girl
2. Work from Home (feat. Ty Dolla $ign)
3. The Life
4. Write On Me
5. I Lied
6. All in My Head (Flex) (feat. Fetty Wap)
7. Squeeze
8. Gonna Get Better
9. Scared of Happy
10. Not That Kinda Girl (feat. Missy Elliott)


Fifth Harmony to amerykański girlsband utworzony w drugim sezonie programu The X Factor, w którym ostatecznie zajęły trzecie miejsce. Grupę tworzą: Camila Cabello, Normani Kordei, Dinah Jane, Lauren Jauregui i Ally Brooke. Dziewczyny mają już na swoim koncie debiutancki krążek ,,Reflection", który szybko osiągnął sukces. Rok później wydały nowy materiał, a ,,7/27" miało zapieczętować ich pozycję w muzyce. ,,Work from Home" zdobywał szczyty list przebojów na całym świecie. Obecnie dziewczyny są jednym z najpopularniejszych grup. Ale czy na krążku usłyszymy dobre kawałki? Czy Fifth Harmony zasłużyły na swój sukces?

Album otwiera taneczne ,,That's My Girl". Kawałek zachęca do wyjścia na parkiet i o ile początek brzmi nawet ciekawie, całość to jedna wielka pomyłka. Banalny numer, który tylko zajmuje miejsce. Pierwszy singiel ,,Work from Home" jest strasznie komercyjny. Szybko wpada w ucho i dlatego osiągnął duży sukces. Ja nie kupuję ciągłego powtarzania ,,Work" w refrenie, a sama obecność Ty Dolla $ign jest zbędna. Nastawienie na zarabianie szybkich pieniędzy słychać tu na kilometr. ,,The Life" to jakaś porażka. Banalny i słaby tekst oraz muzyka, której nie da się słuchać. Nieco lepiej wypadło ,,Write On Me", lekki kawałek w którym elektronika nas nie atakuje, ale pomimo tego że jest lepszy od swoich poprzedników nie znaczy, że jest dobry. Jeżeli dziewczyny ciągnęłyby klimat pierwszej zwrotki przez całość moglibyśmy otrzymać pierwszą perełkę. Elektroniczne ,,I Lied" mnie nie przekonało, chociaż zwrotek całkiem dobrze się słucha.


,,All in My Head (Flex)" inspirowane reggae, przenosi słuchacza na słoneczną imprezę na plaży. Nie podoba mi się wokal Fetty Wap'a, dziewczyny powinny wybrać kogoś innego. W ,,Squeeze" podobają mi się klimatyczne zwrotki, bardzo fajnie słychać wokale dziewczyn, dzięki temu że muzyka jest obecna jedynie w tle. Całość jest nawet znośna. ,,Gonna Get Better" w porównaniu do tego co usłyszeliśmy na początku to dzień, a noc. Utwór nie jest może rewelacyjny, ale jest dopracowany i w końcu dostajemy coś czego da się słuchać. ,,Scared of Happy" jest nieco gorszy od swojego poprzednika, elektroniczne brzmienie trochę drażni. Na sam koniec dziewczyny zostawiły dla nas ,,Not That Kinda Girl" z Missy Elliot. Muzyka tutaj bardzo przeszkadza, łączenie klubowych brzmień z innymi dźwiękami nie wyszło na dobre. Bardzo niedopracowany numer, sama Missy Elliot nie wypadała tutaj najlepiej. Trochę pomysłu i zaangażowania, a mogłoby wyjść coś ciekawego.

,,7/27" to zdecydowanie najgorszy album 2016 roku. Nie ma tu utworu, który spełniłby moje oczekiwania. Krążek był nagrywany za szybko i jest dużo numerów niedopracowanych (,,Not That Kinda Girl", ,,Write On Me"), o banalnych tekstach (,,Work from Home", ,,The Life") czy takich w których elektroniczne brzmienie drażni (,,Scared of Happy", ,,That's My Girl"). Żaden utwór z zaproszonymi gośćmi nie wyszedł najlepiej. Jedynie ,,Gonna Get Better"zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Nowy album Fifth Harmony to ogromne rozczarowanie, dziewczyny powinny pamiętać, że nagrywając komercyjne kawałki skreślają dobrą opinie o sobie. Amerykanki niewątpliwie mają talent, tylko w takim repertuarze, nie mogą pochwalić się swoimi głosami. Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.

Ocena: 2,5/10


czwartek, 29 grudnia 2016

Ariana Grande ,,Dangerous Woman"

Rok wydania: 2016
Single: Dangerous Woman, Into You, Side to Side,
Lista utworów:
1. Moonlight
2. Dangerous Woman
3. Be Alright
4. Into You
5. Side to Side (feat. Nicki Minaj)
6. Let Me Love You (feat. Lil Wayne)
7. Greedy
8. Leave Me Lonely (feat. Macy Gray)
9. Everyday (feat. Future)
10. Bad Decisions
11. Thinking Bout You



Dwa lata po wydaniu ,,My Everything" Ariana Grande powraca z nowym materiałem. Amerykanka obecnie zalicza się do najpopularniejszych wokalistek na świecie i nie zwalnia tempa. Już w październiku 2015 roku wydała singiel ,,Focus", który miał promować krążek ,,Moonlight", ale plany szybko się zmieniły. Kawałek ostatecznie nie pojawił się na płycie, a w lutym Ariana poinformowała fanów co zainspirowało ją do zmiany tytułu. Podpisała zdjęcie cytując egipskiego pisarza  Nawal El Saadawi z powieści Woman at Point Zero: ,,Ty jesteś brutalna jak niebezpieczna kobieta... Ja mówię prawdę, a prawda jest brutalna i niebezpieczna''. Grande stwierdziła, że miała do czynienia z ukazywania się jak silna osoba. Patrząc na słodką twarz Ariany można powiedzieć, że wybrany tytuł do niej nie pasuje. Ale nie ocenia się po okładce tylko po zawartości. Więc jaka jest ta ,,Niebezpieczna Kobieta"?

Album ,,Dangerous Woman" rozpoczyna się bardzo ciekawie, Ariana przywitała nas delikatnym ,,Moonlight", kompozycja zaskakuje nieco bajkową melodią i fantastycznym dźwiękiem skrzypiec. Zupełnie inne jest ,,Dangerous Woman", klimatyczny numer, stwarzający dość intymną atmosferę, urozmaicony o wyróżniające się gitarowe riffy. Podoba mi się Ariana w takim wydaniu. Dźwięki cymbałków otwiera taneczne ,,Be Alright". Co prawda mieszanka house i r&b nigdy nie trafiała w mój gust i na początku również przy tej pozycji byłam na nie, jednak po kilku przesłuchaniach zmieniłam swoje zdanie. Może i ,,Be Alright" nie jest rewelacyjne, ale ma swój klimat i przyjemnie się tego słucha. Taneczne ,,Into You" nie przekonało mnie, zwrotki całkiem dobrze się słucha, niestety refren nie wyróżnia się niczym, brzmi jak połowa piosenek odtwarzanych na 4fun tv.


Na albumie nie mogło zabraknąć także duetów, pierwszy z nich to ,,Side to Side" z gościnnym udziałem raperki Nicki Minaj. Popowy numer z inspiracjami reggae przypadł mi do gustu, ale fragment który należy do Minaj wypadł trochę słabo. Nicki mogłaby się bardziej postarać. Dobrze słucha się delikatnego i kuszącego ,,Let Me Love You", ale czy Lil Wayne był aż tak bardzo potrzebny? Nigdy nie przepadałam za raperem, a jego obecność w piosenkach popowych wykonawców zawsze psuła efekt całości. Tak było też tym razem. Ariana doskonale poradziłaby sobie sama, a zaproszenie Wayne'a było zbędne. Dobre wrażenie zrobiło ,,Leave Me Lonely" z udziałem Macy Gray. Może i w większości nazwisko tej Pani jest nieznane, ale tego wokalu nie da się zapomnieć. Jej charakterystyczny i chrapliwy głos brzmi idealnie obok delikatnego śpiewu Ariany. Jeden z lepszych utworów na albumie. Elektroniczne ,,Everyday" to jakaś pomyłka. Wszystko od beatu, po głos Future, kończąc na niezbyt ambitnym tekście drażni i nie jest warte uwagi.

Obok tanecznego ,,Greedy" można przejść obojętnie, niby dobrze się tego słucha, ale utwór szybko ucieka z pamięci, również ,,Bad Decisions" jest zwyczajnie średnie, natomiast przy kończącym ,,Thinking Bout You" wręcz trzeba się na chwilę zatrzymać. Uwielbiam delikatny początek w którym Ariana śpiewa powoli, a w tle słychać lekki beat. Dopiero w połowie kawałek się rozkręca, końcówka jest nieco taneczna, ale cały czas utrzymuje swój klimat.

,,Dangerous Woman" to całkiem dobra płyta. Pomimo tego, że lubię trochę mocniejsze brzmienia, przyjemnie mi się słuchało każdego kawałka. Prezentowane utwory są proste, ale mają coś w sobie co zachęca do dalszego słuchania. Najbardziej przypadł mi do gustu tytułowy numer z zaskakującą gitarową solówką. Natomiast z duetów niesamowicie brzmi ,,Leave Me Lonely" z genialnym wokalem Macy Gray. Lil Wayne'a ktoś powinien z tego albumu zwyczajnie wyrzucić, a ,,Everyday" powinno trafić do kosza. Ariana bardzo fajnie eksperymentuje z brzeniem, przez co płyta nie jest monotonna, usłyszymy tutaj mieszankę house i r&b (,,Be Alright"), popu i reggae (,,Side to Side") czy dance popu (,,Greedy", ,,Bad Decisions"). Płyta Ariany zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, pewnie nie raz do niej wrócę, ale nie ma co nastawiać się na ambitne kompozycje.

Ocena: 6,5/10


niedziela, 18 grudnia 2016

LP ,,Lost On You"

Rok wydania: 2016
Single: Muddy Waters, Lost On You, Other People
Lista utworów:
1. Muddy Waters
2. No Witness
3. Lost On You
4. Up Against Me
5. Tightrope
6. Other People
7. Into The Wild
8. Strange
9. Death Valley
10. You Want It All





Każdy na pewno zna ,,Cheers (Drink to That)" Rihanny czy ,,Shine Ya Light" Rity Ory. Za tekstem do tych hitów stoi Laura Pergolizzi bardziej znana jako LP. Przez swoją 15 letnią działalność muzyczną pisała teksty m.in. dla Christiny Aguilery, Backstreet Boys, Leony Lewis, The Veronicas i Cher. Dlaczego więc świat o niej usłyszał dopiero w 2016 roku? Debiutancki album wydała w 2001 natomiast jego następcę trzy lata później, oba krążki nie mogły pochwalić się jakimkolwiek zainteresowaniem. Później zrobiła sobie przerwę w karierze solowej i pisała dla znanych Artystów. Po dziesięciu latach wróciła z albumem ,,Forever for Now" wydanym pod szyldem Warner Bros. i sukces był na wyciągnięcie ręki. Dzięki wydanym w lipcu 2016 roku utworze ,,Lost On You" osiągnęła zasłużone uznanie. W Polsce singiel otrzymał wyróżnienie platyny, a cały krążek po pięciu dniach od premiery uzyskał status złotej płyty.

,,Muddy Waters" to bardzo tajemnicza i trochę niepokojąca kompozycja. Ciężkie chóry nadają temu utworowi surowości, a sama tematyka jest nieco depresyjna. Chociaż piosenkę użyto w serialu ,,Orange is the New Black", spokojnie można by było umieścić ją także w jakimś dobrym filmie. Świetny klimat, genialny numer. Zupełnie inne jest ,,No Witness". Dynamiczny kawałek z mocnym zacięciem i szczyptą popu wyszło naprawdę dobrze. LP trzyma się swojego brzmienia, w którym czuje się najlepiej, chociaż przy pierwszym przesłuchaniu ,,No Witness" przypominał mi twórczość Imagine Dragons. Nie dziwie się, że ,,Lost On You" stało się hitem. Szybko robi wrażenie za sprawą świetnego głosu Laury w którym usłyszymy wiele bólu i wrażliwości oraz samej muzyki - zagrany m.in. na ukulele. ,,Up Against Me" wypadł co najmniej słabo. Taneczny podkład szybko "zabił" potencjał tej piosenki. ,,Tightrope" jest przyjemne dla ucha, chociaż niczym szczególnym nie przykuwa uwagi.


W nieco popowym ,,Other People" podoba mi się, kiedy Laura zaczyna śpiewać delikatne i trochę niepozornie. Niestety utwór jest trochę za długi i wydaje się nudny. ,,Into The Wild" rozkręca się dopiero w refrenie, uwielbiam moment w którym LP odlicza i nagle muzyka staje się bardziej dynamiczna. W ,,Strange" usłyszymy grę na harmonijce, oprócz tego kawałek jest bardzo monotonny, natomiast ,,Death Valley" nie pasuje do całości. ,,You Want It All" to świetny miks gatunkowy! Usłyszymy tu trochę country, folku, indie i popu. Wszystko bardzo fajnie się ze sobą łączy. Pozytywne zakończenie albumu.

,,Lost On You" jako całość to przyjemny krążek, którego dobrze się słucha, jednak zwyczajnie zabrakło czegoś co szczególnie przykułoby uwagę. Uwielbiam dwie pierwsze piosenki (,,Muddy Waters", ,,No Witness") które intrygują klimatem i zadziornością. Emocjonalne ,,Lost On You" zachwyca, natomiast później jest trochę gorzej. Dodawanie elektronicznych podkładów czy tworzenie piosenek w podobnym stylu nie wyszło na dobre. ..Other People", ,,Strange" czy ,,Tightrope" zlewają się ze sobą. Piosenki są monotonne i szybko wypadają z pamięci. Liczyłam na dużo lepszy materiał, ale wierzę, że na kolejnym krążku Laura pokaże na co ją stać. Ogromnym plusem jest to, że LP jest bardzo szczera i naturalna w tym co robi, a to się ceni.

Ocena: 5,5/10


czwartek, 15 grudnia 2016

Norah Jones ,,Day Breaks"

Rok wydania: 2016
Single: Carry On, Flipside
Lista utworów:
1. Burn
2. Tragedy
3. Flipside
4. It's a Wonderful Time for Love
5. And Then There Was You
6. Don't Be Denied
7. Day Breaks
8. Peace
9. Once I Had a Laugh
10. Sleeping Wild
11. Carry On
12. Fleurette Africaine (African Flower)



Pomimo tego, że od wydania ostatniego krążka ,,...Little Broken Hearts" minęło ponad cztery lata, Norah nie pozwoliła sobie na odpoczynek. W 2013 roku nagrała wspólnie z Billie'm Joe Armstrongiem wspaniały krążek ,,foreverly", natomiast rok później na półki sklepowe trafił ,,No Fools, No Fun" własnego, kobiecego trio Puss n Boots. ,,Day Breaks" to szósty solowy krążek Jones. Artystka obiecała, że album będzie powrotem do korzeni i przede wszystkim do gry na fortepianie. Nowy krążek stylistyką nawiązuje do debiutanckiego, obsypanego nagrodami ,,Come Away With Me”. A to za sprawą m.in. coverów. Usłyszymy nowe wykonania kompozycji Horace Silvera, Duke’a Ellingtona oraz Neil'a Younga. A jak prezentuje się całość?

,,Burn" rozpoczyna się delikatnymi dźwiękami fortepianu. Jest to utwór bardzo oszczędny, Norah śpiewa powoli, zamieniając każde słowo w coś pięknego i wyjątkowego. Przyjemnie się go słucha. Równie dobre jest ,,Tragedy", łagodny śpiew i klimatyczne brzmienie sprawia, że jesteśmy w jakimś pięknym, ciepłym miejscu. ,,Flipside" rozpoczyna się szybkim dźwiękiem fortepianu o ile otrzymujemy delikatniejsze zwrotki to refren zaskakuje dynamizmem i żywiołowością. W ,,It's a Wonderful Time for Love" i ,,And Then There Was You" Artystka tworzy niezwykły, nieco magiczny i intymny nastrój. Wspaniale słucha się jej głosu.


Jakie covery znajdziemy na albumie? ,,Don't Be Denied" z repertuaru Neil'a Younga. Bluesowy numer z melodyjnymi dźwiękami szybko wpada w ucho. Pomimo tego, że numer ma prawie sześć minut, ten czas bardzo szybko ucieka. Fantastyczne wykonanie. Całkiem niezłe jest także ,,Peace" Horace'go Silvera, niestety kawałek ma jeden minus - bardzo drażniło mnie solo wykonane na trąbce. Trzeci cover zajmuje ostatnią pozycję na płycie. ,,Fleurette Africaine (African Flower)" zostało skomponowane przez Duke'a Ellingtona w 1963 roku. Całkiem ciekawie utwór wypada na albumie Jones, bo jest przedstawiony w wersji instrumentalnej. Jednak, jest trochę za długi. Spokojnie można było go skrócić o dwie minuty.


,,Day Breaks" brzmi bardzo subtelnie, łagodnie i niewinnie. Podoba mi się dźwięk gitary, którą wyraźnie słychać w tle. Piękny numer. Pozytywnie wypadł także ,,Once I Had a Laugh". Wesoły kawałek w którym oprócz fortepianu i perkusji usłyszymy instrumenty dęte. Delikatne ,,Sleeping Wild" niezwykle działa na wyobraźnię. Natomiast ,,Carry On" to najkrótsza kompozycja na albumie. Trwający niespełna trzy minuty utwór rozgrzewa w te zimowe wieczory. Jest bardzo ciepły i wyjątkowo nastraja.

Z ogromną ciekawością sięgnęłam po ,,Day Breaks", byłam ciekawa co Jones przygotowała dla swoich fanów. Nie żałuję, można powiedzieć nawet, że jestem zaskoczona dojrzałością muzyczną Nory. Wiedziałam, że to świetna Artystka, a 9 nagród Grammy nie znalazło się na jej półce przypadkiem. Każda kompozycja jest idealnie przemyślana i dopracowana. Świetnie wypadła w łagodnych i subtelnych balladach (,,Day Breaks", ,,It's a Wonderful Time for Love"), jak i bardziej żywiołowych numerach (,,Don't Be Denied", ,,Flipside") oraz takich, przy których myślami siedziałam w drewnianym domu przy rozpalonym kominku (,,Carry On", ,,Tragedy"). Bardzo ciepły, wspaniały i niezwykły album.

Ocena: 8/10


niedziela, 11 grudnia 2016

Bruno Mars ,,24K Magic"

Rok wydania: 2016
Single: 24K Magic
Lista utworów:
1. 24K Magic
2. Chunky
3. Perm
4. That's What I Like
5. Versace on the Floor
6. Straight Up & Down
7. Calling All My Lovelies
8. Finesse
9. Too Good to Say Goodbye







Bruno Mars osiągnął sukces w 2010 roku wydając debiutancki krążek ,,Doo-Wops & Hooligans" to z niego pochodzą takie przeboje jak ,,The Lazy Song" czy ,,Just The Way You Are". Dwa lata później na ,,Unorthodox Jukebox" stworzył swój jedyny, niepowtarzalny styl - funk i r&b przenoszący nas do lat 60.,70. Pokochały go miliony, stał się jednym z najpopularniejszych Wykonawców. W 2014 roku powrócił, zaśpiewał w kompozycji Marka Ronsona ,,Uptown Funk" i szybko zdobył pierwsze miejsca list przebojów. Sam teledysk w serwisie YouTube ma ponad 2 miliardy wyświetleń! Cztery lata od wydania ostatniego krążka powraca z ,,24 Karat Magic" i prezentuje nam tylko dziewięć nowych kompozycji. Czy Bruno nadal utrzymuje poziom i stworzył coś ciekawego, a może te dziewięć kawałków to wynik braku weny i motywacji do pisania?

Album otwiera przebojowy numer ,,24K Magic", łączący brzmienie funku i r&b na długo pozostaje w pamięci. O ile przyjemnie są go słucha, tekst opowiadający o imprezie i wyrywaniu lasek wypada bardzo słabo. Ponadto w znacznym stopniu przypomina hit ,,Uptown Funk", który w 2014 roku Bruno Mars nagrał z Markiem Ronsonem. Niestety, ,,24K Magic" jest gorszy i zwyczajnie czegoś w nim zabrakło. ,,Chunky" zabiera nas w klimaty lat 80.,  nie jest to może kawałek do tańca, ale stonowany, przebojowy numer, który wpada w ucho. Tym razem również warstwa tekstowa jest płytka jak poprzednio. W ,,Perm" dużo się dzieje, na początku otrzymujemy stonowany wstęp z instrumentami dętymi w tle, dopiero po chwili kawałek się rozkręca. Jest energiczny i bardzo żywy, dobrze można się przy nim bawić. Chociaż w ,,That's What I Like" znajduje się kilka dobrych partii wokalnych, szybko się nudzi i wylatuje z pamięci.


A co znajdziemy w dalszej części płyty? Balladowe ,,Versace on the Floor", które jest nieco filmową opowieścią o intymnym spotkaniu mężczyzny z kobietą. Całkiem dobrze się tego słucha, ale kawałek jest bardzo przewidywalny. ,,Straight Up & Down" niczym nie zaskakuje, zwyczajnie nudny, aż ciężko dotrwać do końca. W ,,Calling All My Lovelies" można usłyszeć głos Halle Berry na automatycznej sekretarce. Jest to delikatny numer ze zmysłowym akcentem. Rozrywkowe ,,Finesse" przerywa "nudę" i zaprasza do tańca. Tutaj bardzo dobrze wypada rymowany refren - szybko się go zapamiętuje i zachęca do wspólnego odśpiewywania. Na sam koniec Bruno zostawił dla nas całkiem dobrą balladę ,,Too Good to Say Goodbye". Jest to najlepszy kawałek na płycie, świetnie zaśpiewany, trochę emocjonalny z magicznymi dźwiękami pianina i skrzypiec oraz nadaniem wyrazistości poprzez dynamiczną perkusję. Świetne zakończenie ,,24K Magic". 

Co się stało z tym chłopakiem, który ciągnął pianino przez całe miasto aby zagrać dla ukochanej? To pytanie zadawałam sobie przy każdej piosence. Bruno z romantycznego mężczyzny stał się kolesiem, którego interesują ostre imprezy i skąpo ubrane dziewczyny. Na ,,24K Magic" znajdziemy ciekawe funkowe brzmienie połączone z r&b czy soulem. Niestety, płytkie i słabe teksty w których jeden temat ciągnie się przez dziewięć kawałków, stawiają ten krążek w bardzo złym świetlne. ,,24K Magic", ,,Perm" i ,,Chunky" to przyjemne dla ucha numery, ale po kilku przesłuchaniach szybko się nudzą. Większość materiału z płyty szybko znika z naszej pamięci. Jedyną perełką jest ostatnia piosenka - ,,Too Good to Say Goodbye". Czekałam na ten album z niecierpliwością, miałam nadzieję że Mars czymś pozytywnym zaskoczy i myślałam, że cztery lata to wystarczająco aby nagrać dobry materiał. Niestety, myliłam się.

Ocena: 3,5/10


czwartek, 8 grudnia 2016

The Interrupters ,,Say It Out Loud"

Rok wydania: 2016
Single: Babylon, Jenny Drinks, By My Side
Lista utworów: 
1. By My Side
2. She Got Arrested
3. Babylon
4. On a Turntable
5. The Prosecutor
6. Control
7. Phantom City (feat. Tim Timebomb)
8. Media Sensation
9. You're Gonna Find a Way Out
10. Divide Us
11. The Valley
12. Good Things
13. Jenny Drinks
14. Loyal

The Interrupters to amerykańska grupa, powstała w 2012 roku w Los Angeles. Założona przez wokalistkę Aimee Allen i trzech braci: Kevina, Justina i  Jesse'go Bivona. Debiutancki krążek o tytule ,,The Interrupters" został wydany w 2014 roku, a po dwóch latach zespół wraca z nowym materiałem. Dzięki charakterystycznemu brzmieniu: mieszance ska i punk rocka nagrywają pod pieczą Tima Armstronga (założyciela jednego z najbardziej szanowanych zespołów punkowych - Rancid). Po ,,Say It Out Loud" postanowiłam sięgnąć z jednego powodu - w styczniu grupa będzie supportem Green Day na koncercie w Krakowie. Warto zapoznać się z muzyką zespołu którego zobaczy się na żywo i jednocześnie ocenić czego można się spodziewać. Czy The Interrupters rozgrzeją publiczność w Polsce?

Ska punk nigdy nie był gatunkiem, który trafiał w mój gust, ale muszę przyznać, że ktoś w latach 80. miał ciekawy pomysł żeby połączyć gitary elektryczne z klawiszami i instrumentami dętymi. ,,By My Side" jest energiczne i bardzo pozytywne. Uwielbiam wstęp do tego kawałka, a całość dzięki wesołym okrzykom sprawdzi się do wspólnego odśpiewywania na koncertach. Warto również zaznaczyć, że Aimee ma specyficzny głos i ciekawie brzmi przy takim materiale. W ,,She Got Arrested" podobają mi się szybkie i dość dosadnie zaśpiewane zwrotki. Bardzo podobne jest ,,Babylon", pomimo tego że refren jest równie dobry, niecierpliwie czeka się na kolejną zwrotkę. Świetnie zaśpiewane, a klimatem kawałek zabiera nas na ciepłą jamajską plażę. ,,On a Turntable" zaczyna się dźwiękiem perkusji i trochę niedbałym śpiewem Wokalistki, dopiero w refrenie nabiera mocy, usłyszymy tutaj m.in. godną uwagi gitarową solówkę. Słuchając ,,The Prosecutor" zatęskniłam za wakacjami, numer ma bardzo fajny klimat i na żywo z udziałem fanów na pewno robi wrażenie. W ,,Control" zespół nieco odchodzi od stylistyki ska, żeby dać nam trochę punkowego brzmienia. Pod względem muzycznym przypomina mi stare kawałki Green Day. Całość wypadła całkiem nieźle. Niestety, nie przekonał mnie ,,Phantom City" z gościnnym udziałem Tima Armstronga.


Przyjemne dla ucha jest ,,Media Sensation", jednak tutaj zespół niczym szczególnym nie zachwycił. Znacznie lepiej wypada ,,You're Gonna Find a Way Out" przy którym można trochę potańczyć. Trochę znudziły mnie ,,Divide Us" i ,,Jenny Drinks" ponieważ w tych numerach nie dostajemy nic nowego. ,,The Valley" to typowe połączenie ska i punku. Mi akurat ten kawałek nie przypadł do gustu, mam wrażenie, że jest nieco kiczowaty. Mocny głos Wokalistki i wyróżniający się dźwięk gitary elektrycznej sprawił że ,,Good Things" zaczyna się genialnie. Całość może nie robi takiego wrażenia, ale wstęp jest bardzo dobry. ,,Loyal" to najmocniejsza piosenka na płycie. Dobry, energiczny, punkowy numer który świetnie sprawdzi się na koncertach. Udane zakończenie albumu.

Pomimo tego, że nie przepadam za ska, ,,Say It Out Loud" przypadł mi do gustu. Na albumie jest mnóstwo kawałków energicznych (,,By My Side", ,,She Got Arrested"), przy których można trochę potańczyć (,,You're Gonna Find a Way Out") oraz typowo punkowych (,,Control"). Co prawda czasem wkrada się trochę monotonii (,,Divide Us", ,,Jenny Drinks") ale zespół utrzymuje poziom. Miałam również nadzieję, że ,,Phantom City" z gościnnym udziałem Tima Armstronga będzie lepszy, a nieco się zawiodłam. The Interrupters na pewno rozgrzeją polską publiczność, ich kawałki są pozytywne i dobrze można się przy nich bawić. A niektóre kompozycje jeszcze lepiej będą brzmiały z udziałem publiczności, niż na studyjnej wersji.

Ocena: 7/10


niedziela, 4 grudnia 2016

Rihanna ,,Loud"

Rok wydania: 2010
Single: Only Girl (In the World), What's My Name?, S&M, California King Bed, Man Down, Cheers (Drink to That)
Lista utworów: 
1. S&M
2. What's My Name? (feat. Drake)
3. Cheers (Drink to That)
4. Fading
5. Only Girl (In the World)
6. California King Bed
7. Man Down
8. Raining Men (feat. Nicki Minaj)
9. Complicated
10. Skin
11. Love The Way You Lie (Part II) (feat. Eminem)


Rok po wydaniu ,,Rated R" Rihanna powróciła z nowym materiałem. Zmieniła się całkowicie, można nawet stwierdzić, że przeszła przemianę. Jej poprzedni album był mroczny, a sama okładka była tajemnicza i wywoływała niepokój. Rok później Wokalistka zapuściła włosy i z czarnej krótko przyciętej fryzury na jej głowie pojawiła się czerwona czupryna. Zapowiadając album, Rihanna mówiła, że czuje się świetnie oraz chce wrócić do zabawy i uszczęśliwiać innych. Zapewniała także, że krążek będzie bardzo dobry i każda piosenka będzie hitem. A jak prezes wytwórni Artystki reklamował ,,Loud"? ,,Rihanna jest w wielkich przygotowaniach. Mówię nie wypełniaczom albumu. Nasza płyta jest ,,Thrillerem" Michaela Jacksona". Trochę absurdalne tak bardzo wychwalać krążek przed premierą. Sprawdźmy czy rzeczywiście jest taki dobry.

Album ,,Loud" otwiera imprezowy numer ,,S&M". Za jego skrótem kryje się sadyzm i masochizm, a cały tekst ma erotyczne i nieco brutalne znaczenie. W ponad 10 krajach piosenka została zakazana, natomiast na większości globu precyzyjne ocenzurowana. Przyznam, że agresywny refren i spokojniejsze zwrotki brzmią całkiem fajnie, ale całość nadaje się jedynie na imprezę. Patrząc na teledysk czy tekst nie jest to szokujące tylko słabe. Pomimo tego, że ,,What's My Name?" nie porywa i nie należy do najlepszych zawsze byłam do niego pozytywnie nastawiona. Fajnie, że Rihanna postanowiła zaprosić do współpracy Drake'a. Raper pasuje do tego kawałka, jednak przez to że śpiewa na samym początku, brakuje jego wokalu pod koniec. ,,Cheers (Drink to That)" jest idealny do wspólnego odśpiewywania na koncertach. Nie jest to wybitna kompozycja, tylko nastawiony na zabawę, energiczny numer, którego dobrze się słucha.



,,Fading" jest bardzo słabe, banalny kawałek, który ani na chwilę nie przykuwa uwagi. Nawet wykonanie nie wypadło za dobrze. Zdecydowanie lepiej słucha się ,,Only Girl (In the World)". Wiem, że zdania o tej piosence są podzielone, sama mam świadomość tego, że nie jest to dzieło, ale zwyczajnie lubię go czasem posłuchać. Przypomina mi dobre czasy, dlatego też pozytywnie mi się kojarzy. ,,California King Bed" to ballada z gitarą akustyczną w tle, a pod koniec dołączają także solówki na gitarze elektrycznej. Całość wypadła całkiem dobrze. ,,Oh mamo. Właśnie zastrzeliłam człowieka. Na dworcu głównym. Przed dużym tłumem" śpiewa Rihanna w utworze ,,Man Down". Wokalista idealnie opisuje to zdarzenie - wyrzuty sumienia, wszystkie emocje które towarzyszyły przed pociągnięciem za spust i planowanie ucieczki z miasta. Pod względem tekstowym jest to najmroczniejszy kawałek na albumie, natomiast muzycznie - jest inspirowany karaibskim nurtem. Zdecydowanie najmocniejsza pozycja na krążku. 



Sześć lat temu Nicki Minaj była dosłownie wszędzie. Raperka promowała swój pierwszy krążek, a jednocześnie pojawiała się co chwile w nowych kolaboracjach. Jako, że ,,Loud" powstawało w tym okresie, którym zapraszanie Minaj było "modne", Nicki pojawiła się w kawałku ,,Raining Men" Rihanny. Co wyszło z tej współpracy? Słaby, napchany elektroniką numer przy którym ciężko dotrwać do końca. Kiepsko wypadł także ,,Complicated". Utwór nie przykuwa uwagi i bardzo szybko się o nim zapomina. Jedyne co mi się podoba to fragment, kiedy Barbadoska śpiewa ,,Why is everything with you so complicated?". Przy pierwszym przesłuchaniu mogą pojawić się ciarki. Cała reszta jest beznadziejna. ,,Skin" ma trochę mroczniejsze brzmienie, dobrze słucha się wokalu Artystki, a pod koniec pojawiają się także gitarowe solówki. Niestety, to nie pomogło, żeby kawałek czymś zachwycił. Wydaje się nudny, szybko traci uwagę, zwyczajnie czegoś zabrakło. Pewnie każdy pamięta czasy, kiedy pierwszy raz Eminem zaprosił Rihannę do studia. Z tej współpracy wyszło wspaniałe i emocjonalne ,,Love the Way You Lie", które zdobyło swojego czasu każdą możliwą nagrodę. Idąc za ciosem na ,,Loud" pojawiła się druga część hitu. Niestety, na tyle słaba, że nawet nie nagrano do niej teledysku. Gdyby nie pojawił się w niej Eminem, nie wyróżniałaby się od innych ballad. Krótko mówiąc, raper uratował całość. 

Jeżeli ktoś szuka kawałków dobrych i godnych uwagi na ,,Loud" tego nie znajdzie. Rihanna nagrała album prosty, skupiony tylko na dobrej zabawie i niczym nie zaskoczyła. Znajdują się tutaj utwory przyjemne dla ucha (,,Cheers (Drink to That)", ,,Only Girl (In the World)"), ale oprócz melodii którą szybko się zapamiętuje nie wyróżnia je nic szczególnego. Dobre wrażenie robi świetny tekst w ,,Man Down" - czytając go dokładnie jest jakby z pamiętnika osoby, która dokonała zbrodni. ,,S&M" idealnie nadaje się na imprezę, a ,,California King Bed" to jedna z najlepszych ballad od Rihanny. Cała reszta powinna wylądować w koszu, no może poza drugą częścią ,,Love The Way You Lie", którą uratował Eminem. ,,Loud" to album słaby, był nagrywany bardzo szybko, więc znajdują się tutaj kawałki niedopracowane i zajmujące miejsce. A zapowiedzi, które każdy fan usłyszał od Wokalistki są śmieszne i absurdalne. 

Ocena: 5/10


niedziela, 27 listopada 2016

BΔSTILLE ,,Wild World"

Rok wydania: 2016
Single: Good Grief, Send Them Off!
Lista utworów: 
1. Good Grief
2. The Currents
3. An Act of Kindness
4. Warmth
5. Glory
6. Power
7. Two Evils
8. Send Them Off!
9. Lethargy
10. Four Walls (The Ballad of Perry Smith)
11. Blame
12. Fake It
13. Snakes
14. Winter of Our Youth

Bastille to grupa pochodząca z Londynu. Grają od 2010 roku, ale dopiero trzy lata temu wydali swój debiutancki album. Krążkiem ,,Bad Blood" podbili największe listy przebojów, koncertowali po całym świecie i zaliczyli największe festiwale. Stworzyli swój charakterystyczny styl, którego nie można pomylić z żadnym innym zespołem. ,,Wild World" powstawał w tym samym maleńkim studio w piwnicy w południowym Londynie, gdzie została nagrana debiutancka, platynowa płyta „Bad Blood”. Pierwszy album był o dorastaniu, natomiast drugi jest o próbie zrozumienia otaczającego nas świata. Na płytę trafiło 14 utworów, które opowiadają o kondycji współczesnego człowieka i trudnych życiowych relacjach. Krążek kontynuuje bogato aranżowany, mocno inspirowany filmem styl jaki znamy z debiutu, ale równocześnie przenosi brzmienie Bastille w nowe rejony.

Zespół wita nas wesołą kompozycją ,,Good Grief", na którą bardzo łatwo zetknąć się słuchając radia. Od jakiegoś czasu właśnie ten utwór nie opuszcza największych list przebojów. Ale nie ma się co dziwić, w końcu piosenka jest dobra. Przyjemnie się jej słucha, wprowadza pozytywny nastrój, a wyraziste brzmienie instrumentów nadaje jej specyficzny charakter. ,,The Currents" zachwyca niepokojącym, trochę ponurym wstępem. Jednak panuje tutaj mały bałagan. O ile zwrotki w miarę dobrze wypadają, tak refren nie brzmi najlepiej. Surowa muzyka nie pasuje do wesołego śpiewu Smith'a. ,,An Act of Kindness" spodobał mi się od samego początku. Uwielbiam panujący w nim tajemniczy klimat, powolne zwrotki urozmaicone o dźwięk pianina,w których doskonale słychać świetny wokal Dan'a. Natomiast kawałek rozkręca się w refrenie, kiedy dołącza elektroniczne brzmienie, elektronika nie atakuje słuchacza - wręcz przeciwnie, ciekawie komponuje się z całością.



,,Warmth" to kolejny szybki i wesoły numer. Jest przyjemny dla ucha, szczególne przypadły mi do gustu wyraziste zwrotki, ale pod koniec czuć pewien niedosyt. Czegoś zabrakło, czegoś co mogłoby przykuć uwagę. W ,,Glory" otrzymujemy magiczne zwrotki i nieco rockowy refren, natomiast ,,Power" jest zwyczajnie średnie. Zachwyca jedynie wstęp w którym Smith śpiewa genialnie, później niczym ciekawym zespół nas nie zaskoczył. ,,Two Evils" w wykonaniu na żywo musi być niezwykłe. Świetny śpiew Wokalisty, powolna, nieco tajemnicza melodia i niespokojny klimat. To wszystko sprawiło, że ten kawałek jest najlepszy na ,,Wild World"! Zupełnie inny jest ,,Send Them Off!". Tutaj dzieje się bardzo dużo, jest to szybki i wesoły numer, ale nadaje się bardziej do słuchania, niż tańczenia. Podobają mi się instrumenty - usłyszymy tutaj tradycyjne gitary oraz perkusję, ale także pianino i trąbki. ,,Lethargy" jest przyjemne dla ucha, jednak nic by się nie stało, gdyby nie znalazł się na albumie.



Ballada ,,Four Walls (The Ballad of Perry Smith)" nie zachwyca, ale także nie można jej niczego zarzucić. Ciekawym pomysłem było umieszczenie gitarowego solo na zakończenie. Uwielbiam nieco garażowe zwrotki w ,,Blame". Ponadto głos Wokalisty brzmi idealnie pośród tego tajemniczego brzmienia. Jedna, z mocniejszych pozycji na płycie. Przy magicznym refrenie w ,,Fake It" można dostać gęsiej skórki, natomiast zwrotki nie wyszły tak zachwycająco. ,,Snakes" na pewno sprawdzi się na koncertach (chóralne refreny), niestety na płycie pełni funkcję zapełnienia miejsca. Przyjemne jest ,,Winter of Our Youth", utwór kończący przygodę z ,,Wild World". O ile dobrze się go słucha, zwyczajnie czegoś w nim brakuje. Bez rewelacji.

Bastille stworzyli album dla każdego słuchacza. Jest tutaj dużo lekkich, przyjemnych dla ucha numerów (,,Good Grief", ,,Warmth"), jak i tajemniczych ballad działających na wyobraźnię (,,Two Evils", ,,An Act of Kindness"). Można usłyszeć także elektroniczne brzmienie (,,The Currents"), inspiracje rockiem (,,Four Walls (The Ballad of Perry Smith)") czy eksperymentowanie z instrumentami: trąbki, pianino połączone z perkusją i gitarą (,,Send Them Off!").  Jestem pod wrażeniem tego, że to dopiero ich druga płyta, a Panowie tworzą jakby na swoim koncie mieli już kilka studyjnych albumów. Ich muzyka jest dojrzała, wiedzą w jakim kierunku chcą iść i trzymają się własnych schematów. Lubią eksperymentować i dzięki temu otrzymujemy powiew świeżości. Nie odbyło się także bez kilku wpadek. Są tutaj kompozycje męczące, które niepotrzebnie zajmują miejsce. Trzeba pamiętać, że nie liczy się ilość piosenek tylko ich jakość. Brytyjczycy są na bardzo dobrej drodze i na pewno będę ich obserwować oraz trzymać kciuki za dalszą twórczość.

Ocena: 7/10


niedziela, 20 listopada 2016

Kings of Leon ,,WALLS"

Rok wydania: 2016
Single: Waste a Moment, WALLS, Around the World
Lista utworów:
1. Waste a Moment
2. Reverend
3. Around the World
4. Find Me
5. Over
6. Muchacho
7. Conversation Piece
8. Eyes on You
9. Wild
10. WALLS





Ten zespół zna chyba każdy, a na ich największe przeboje: ,,Use Somebody" czy ,,Sex on Fire" cały czas można natknąć się słuchając radia. Mowa oczywiście o Amerykańskim zespole Kings of Leon. Grupa z Nashville po dwóch latach pracy nad nowym materiałem wydaje siódmy studyjny album. ,,WALLS" miał być powrotem do przeszłości, zespół obiecał że wróci do korzeni i najstarsi fani zespołu usłyszą to brzmienie, które pokochali 13 lat temu. Wokalista, Caleb Followill zapowiadał również, że usłyszymy na nim osobiste historie członków zespołu na które warto czekać. Czy obietnicę spełnili? Jeszcze przed oficjalną premierą krążka, grupa ujawniła cztery z dziesięciu piosenek. Dzięki którym było jasne, że usłyszymy tutaj nową wersję Kings of Leon i akcentami przypominającymi wcześniejszą twórczość. A jaki jest cały album?

,,WALLS" otwiera melodyjne ,,Waste a Moment". Delikatny kawałek z trochę mocniejszym refrenem i dźwiękami gitar charakterystycznymi dla Kings of Leon. Pomimo tego, że jest to typowa "radiówka" przypadł mi do gustu, dobrze się go słucha. Zdecydowanie lepsze jest ,,Reverend", chociaż utwór również spokojnie mógłby polecieć w radiu jest bardziej surowszy i stonowany od swojego poprzednika. Podoba mi się trochę agresywny refren, a dźwięki gitar wspaniale dopełniają całości. ,,Around the World" to powrót do przebojowości i melodyjności. Wesoły kawałek, z letnim klimatem, który nadaje się do słuchania w słoneczne dni, bo w tej ponurej porze roku nie sprawdza się. Słucha się go ciężko i niezbyt przyjemnie. Podobają mi się gitarowe zwrotki w ,,Find Me", natomiast dużo gorszy jest refren - monotonny i nieciekawy. Trwający ponad sześć minut ,,Over" wypadł bardzo dobrze. Wszystko jest tutaj przemyślane i dopracowane. Zaskakują zmiany tempa, a ciarki na moim ciele pojawiły się kiedy Caleb Followill zaczyna śpiewać bardzo emocjonalnie. Niby najdłuższy utwór na płycie, ale sprawia wrażenie jakby trwał moment.



,,Muchacho" wyróżnia się za sprawą latynoskiego klimatu. Jest bardzo delikatny i wspaniale działa na wyobraźnię. Trwająca pięć minut ballada ,,Conversation Piece" jest zdecydowanie o dwie minuty za długa. Szybko się nudzi, ciągnie się w nieskończoność i nie wnosi nic ciekawego do albumu. Jedyne co można pochwalić to dźwięk perkusji na samym początku. ,,Eyes on You" to typowy zapychacz. Umieszczony na siłę kawałek zupełnie niepotrzebnie trafił na płytę. Podobne wrażenie sprawia również ,,Wild", jednak jest trochę lepszy od swojego poprzednika. Nie jest to zaskakująca czy rewelacyjna piosenka, ale przyjemnie się jej słucha. Na zakończenie, Kings of Leon zostawili utwór tytułowy. Zapisana drukowanymi literami ,,WALLS" to kompozycja spokojna, subtelna, nieco akustyczna, a tempo zwiększa się bardzo powoli. Piękny utwór, ale czuć pewien niedosyt. Oczekuje się czegoś zaskakującego, ciekawego, a tak naprawdę nic się nie dzieje. Szkoda.

,,WALLS" to album przyjemny dla ucha, ale niestety nie zachwyca. Jak na taką wielką grupę jaką jest Kings of Leon muzyka którą prezentują tutaj jest słaba i banalna. Każdy z tej dziesiątki spokojnie mógłby być puszczany w radiu. Są tutaj dobre kawałki (,,Over", ,,Muchacho", ,,Reverend"), ale większość jest bardzo monotonna (,,Conversation Piece", ,,Find Me") i ma się wrażenie, że gdzieś się już je słyszało. Panowie mieli fajny pomysł, ale zwyczajnie czegoś zabrakło. Całości ratuje świetny wokal Caleb'a, który idealnie brzmi w balladach oraz brzmienie gitar charakterystyczne dla Amerykanów. Nie mogę stwierdzić, że to kiepski album, słucha się go bardzo dobrze, kawałki są wesołe i pełne pozytywnej energii, ale przy obietnicach które składał nam zespół można czuć się zawiedzionym.

Ocena: 6/10



niedziela, 13 listopada 2016

The Pretty Reckless ,,Who You Selling For"

Rok wydania: 2016
Single: Take Me Down, Oh My God
Lista utworów:
1. The Walls Are Closing In / Hangman
2. Oh My God
3. Take Me Down
4. Prisoner
5. Wild City
6. Back to the River (feat. Warren Haynes)
7. Who You Selling For
8. Bedroom Window
9. Living in the Storm
10. Already Dead
11. The Devil's Back
12. Mad Love


Przez siedem lat artystycznej działalności The Pretty Reckless zapracowali sobie na miano zespołu, którego muzyka przełamuje bariery, zręcznie wymykając się zaszufladkowaniu. Ich mieszanka hard rocka i post grunge'u zawsze imponowała świeżością, a dzięki mocnemu wokalowi Taylor Momsen grupa zyskała uznanie w środowisku rocka. Poprzedni album ,,Going to Hell" okazał się ogromnym sukcesem, ja także zachwalałam ten album wielokrotnie. Byłam zdumiona, że tak młody zespół może nagrać, jednym słowem "dzieło". Po dwóch latach zespół ponowie powraca z nowym materiałem. Ale od pierwszego singla nastawiając fanów, że ,,Who You Selling For" będzie inne. Grupa zawsze zaskakiwała i szukała co raz lepszych i innych brzmień. Nikt się nie podziewał, że zainteresowanie bluesem, klasycznym i garażowym rockiem będzie tak duże, że przerodzi się w tegoroczny krążek.

Album ,,Who You Selling For" otwiera ,,The Walls Are Closing In / Hangman". Kawałek ten ma prawie 7 minut i składa się z dwóch części. Pierwsza, bardzo krótka, zagrana na pianinie i przypominająca fragment klasyka Queen ,,Bohemian Rhapsody". Natomiast druga, zaczyna i kończy się tekstem w języku łacińskim. Wyszło to niepokojąco i zarazem tajemniczo, oczywiście w pozytywnym tych słów znaczeniu. Pod względem muzycznym jest to stonowany, gitarowy kawałek, którego bardzo dobrze się słucha, ale nie zachwyca. Szybkie i agresywne ,,Oh My God" zwykle zdarzało mi się omijać, jednak utwór nie jest taki zły jak wydawało mi się na początku. Podobają mi się dźwięki instrumentów, a te gitarowe riffy są genialne. Kiedy The Pretty Reckless opublikowali pierwszy singiel wiedziałam, że będzie to coś genialnego, po tak doskonałym ,,Going to Hell" udowodnili, że tworzą muzykę na najwyższym poziomie. Przesłuchałam, ,,Take Me Down" i byłam bardzo zawiedziona. Kawałek jest prosty, nic ciekawego się w nim nie dzieje, poza tym jest chyba najbardziej komercyjnym, który otrzymujemy od Amerykańskiej grupy. Dobre wrażenie zrobił na mnie ,,Prisoner". Ten blues rockowy numer, bardzo przypomina mi twórczość The Kills. Świetne garażowe granie, a klaskanie w tle nadaje tej kompozycji rytmiczności. Jeden z najlepszych na płycie.


W ,,Wild City" usłyszymy mieszankę rocka z funkiem, chwytliwy refren szybko wpada w ucho, a genialne brzmienie perkusji i gitary szczególnie wyróżniają ten numer. Warto również wspomnieć o soulowych chórkach, które wspaniale komponują się z całością. ,,Back to the River" to jedna z wolniejszych kompozycji na albumie, oparta na gitarze akustycznej, perkusji i gitarze elektrycznej Warren'a Haynes'a. Numer nie zaskakuje, ale przyjemnie się go słucha. Ballady w wykonaniu The Pretty Reckless zawsze były magiczne, przyprawiające o ciarki. Niestety, tytułowe ,,Who You Selling For" jest męczące i zwyczajnie nudne. Chociaż, muszę przyznać, że początek jest pięknie zaśpiewany. Króciutkie, bo dwuminutowe jest ,,Bedroom Window". To czas idealny na rozkoszowanie się spokojem tej kompozycji. Powolny śpiew Taylor i delikatne brzmienie gitary akustycznej wyszło pięknie. Zaraz po tym ponownie otrzymujemy szybki, rockowy numer. W ,,Living in the Storm" słychać także inspiracje grunge'm. Podoba mi się agresja w głosie Momsen. Dobrze zrobiony kawałek.



,,Already Dead" jest tym utworem, w którym możemy usłyszeć głos Taylor w całej okazałości. Potrzeba tutaj nie małych umiejętności wokalnych. Artystka poradziła sobie idealnie. Podoba mi się także duża zmiana tempa - raz kawałek jest dynamiczny, innym razem stonowany, a w niektórych fragmentach muzyka całkowicie się wycisza. Ciekawy pomysł. Trwający ponad siedem minut ,,The Devil's Back" jest bardzo spokojny. Większa część utworu przeznaczona jest wyłącznie dla instrumentów. Usłyszymy rozbrzmiewające gitarowe popisy które na długo pozostają w pamięci, dostrzec można również pianino i gitarę akustyczną. Zespół na sam koniec zostawił dla nas zaskakujące ,,Mad Love". Nigdy nie pomyślałabym, że usłyszę coś takiego właśnie od tej grupy. Młodzieńczy, trochę komercyjny numer w stylistyce funk i disco rocka. Przyznam, że kawałek jest całkiem niezły, ale zwyczajnie nie pasuje mi do The Pretty Reckless i tego albumu. 

,,Who You Selling For" bardzo różni się od brzmienia, które The Pretty Reckless serwowało nam na dwóch poprzednich krążkach. Nie znajdziemy tu mocnych, dynamicznych numerów z gatunku hard rocka, a spokojne, dojrzałe kompozycje z dopracowanym brzmieniem. Utwory już nie szokują i nie są kontrowersyjne. Grupa postanowiła poeksperymentować i wspaniale łączy garażowe brzmienie z bluesem (,,Prisoner"), funkiem (,,Wild City"), grunge'm (,,Living in the Storm") czy disco rockiem (,,Mad Love"). Usłyszymy tu także ballady (,,Bedroom Window") i popisy wokalne Taylor (,,Already Dead"). Niestety, krążek ma swoje słabe strony, jest tu kilka utworów, które nie porywają i są zwyczajnie nudne (,,Who You Selling For", ,,Take Me Down"). Gdyby nie genialne ,,Going to Hell", które dostało ode mnie maksymalną ocenę i bardzo dobre, debiutanckie ,,Light Me Up" pewnie inaczej spojrzałabym na ten album. Niestety, trzeci album jest dla mnie najgorszym od The Pretty Reckless.

Ocena: 7/10