Rok wydania: 2015 Single: Centuries, American Beauty/American Psycho, Uma Thurman, Irresistible Lista utworów:
1. Irresistible
2. American Beauty/American Psycho
3. Centuries
4. The Kids Aren't Alright
5. Uma Thurman
6. Jet Pack Blues
7. Novocaine
8. Fourth of July
9. Favorite Record
10. Immortals
11. Twin Skeleton's (Hotel in NYC)
Dwa lata po sukcesie krążka ,,Save Rock 'N' Roll" Fall Out Boy powrócił z nowym materiałem. Chociaż zadebiutowali 15 lat temu jako punk rockowa grupa, z biegiem czasu powoli opuszczali cięższe klimaty, aby nagrywać kawałki przyjemne dla ucha, krążąc przy pop rockowej stylistyce. Dumni ze swojego pochodzenia nagrali ,,American Beauty/American Psycho", którego brzmienie jest podobne do tego z poprzedniego albumu. Oczywiście pojawiają się dźwięki gitar czy perkusji, ale grupa bardzo chętnie bawi się elektroniką. Nagrywają chwytliwe i szybko zapadające w pamięć numery, nie robią z siebie buntowników i pełnych gniewu Artystów. Nagrywają rockowe piosenki do radia, a na scenie są mieszanką wybuchową. Beauty i Psycho to dwie różne twarze Fall Out Boy, którą pokazali nam tym razem?
Krążek ,,American Beauty/American Psycho" otwiera dynamiczny i ciekawy ,,Irresistible". Głównym atutem kawałka są trąbki, które dumnie rozbrzmiewają przez jego większą część. Zachwycają dobrze zaśpiewane, trochę agresywne zwrotki i refren, który szybko zapada w pamięć. Fall Out Boy zwiększają tempo przy tytułowym numerze. Podczas słuchania ,,American Beauty/American Psycho" nie można ustać w miejscu. Świetny, pozytywny, rozrywkowy utwór, który wpadnie w ucho każdemu. ,,Centuries" to jeden z lepszych kompozycji na krążku. Surowe brzmienie złagodzone przez stadionowe okrzyki i klaskanie. Ponadto usłyszeć możemy wykorzystane fragmenty z ,,Tom’s Diner" Suzanne Vegi. Ciężko było mi się przekonać do ,,The Kids Aren't Alright". Podoba mi się delikatne brzmienie gitary we wstępie i popisy wokalne Patrick'a, ale poza tym utwór niczym szczególnym nie zachwyca, a balladowy refren wydaje się ciężki. Dużo pozytywnej energii ponowie otrzymamy w ,,Uma Thurman". A pierwsza zwrotka do ,,Jet Pack Blues" jest trochę myląca, bo wydawałoby się że usłyszymy balladę, natomiast od refrenu zaczyna się prawdziwy wybuch. Szybkie tempo, bardziej gitarowe brzmienie i wyraźne dźwięki perkusji idealnie się sprawdziły.
Uwielbiam mocny i dość tajemniczy wstęp do ,,Novocaine". O ile refren wrażenia nie robi to zwrotki skupiają na sobie całą uwagę, wyróżniają się a głos Patrick'a wypadł rewelacyjnie. ,,Fourth of July" zawsze było mi obojętne, ten kawałek ani nie zachwyca, ani nie jest zły. Niestety, nie ma w sobie nic co przykułoby uwagę. Bardzo łatwo o nim zapomnieć i nudzi się zaraz po pierwszym refrenie. Co jeszcze znajdziemy na albumie? Wesołe, mające dużo pozytywnej energii ,,Favorite Record" oraz inspirowane indyjskim klimatem ,,Immortals". Przedostatni kawałek na płycie szybko przypadł mi do gustu. Mieszanka rocka i elektroniki wyszła znakomicie. A na sam koniec chłopaki zostawili dla nas niespodziankę. ,,Twin Skeleton's (Hotel in NYC)" to zdecydowanie najlepszy utwór na ,,American Beauty/American Psycho"! Najbardziej rockowy ze swoich poprzedników, najmocniejszy, utrzymujący tajemniczy klimat, genialny pod względem wokalnym i instrumentalnym. Dziękuję za niesamowitą końcówkę i proszę o więcej takich kawałków! ,,American Beauty/American Psycho" nie jest to typowy rockowy album. Fall Out Boy nagrali melodyjne utwory z gitarami elektrycznymi, których oczywiście nie mogło zabraknąć i poeksperymentowali trochę z elektroniką. Kawałki na płycie są bardzo dobrze zrobione i słucha się ich z przyjemnością (,,Irresistible", ,,Centuries"), ale nie jest to muzyka dla wymagającego słuchacza. Zespół zaliczył kilka wpadek, są tutaj utwory, które mogłyby zostać pominięte (,,Fourth of July", ,,Favorite Record"), ale na szczęście znalazł się prawdziwy diament (,,Twin Skeleton's (Hotel in NYC)"). Często wracam do tego albumu, jest wesoły, ma mnóstwo pozytywnej energii, ale niestety jest także nastawiony na komercję.
Rok wydania: 2016 Single: Makeshift Love, 40 oz. Dream, Life Changes, Life Can't Get Much Better Lista utworów:
1. Life Changes
2. Makeshift Love
3. 40 oz. Dream
4. Life Can't Get Much Better
5. Keep Swingin' (feat. Kellin Quinn)
6. Reason to Stay (feat. Simon Neil)
7. Stray Dogs
8. Stick to Your Guns (Interlude)
9. The Outfield
10. Cars Full of People
11. War
12. Moving On
Good Charlotte to amerykański zespół pop punkowy założony przez bliźniaków Benji i Joel'a Maddenów. Pomimo dość charakterystycznego wyglądu: pomalowane na czarno oczy, irokez, kolczyki i tatuaże ich kawałki zawsze były przyjemne dla ucha, szybko się je zapamiętywało przez co zna je chyba każdy. Po sześciu latach wracają z nowym albumem i chociaż tak długa przerwa powinna zaowocować w najlepsze kawałki i najbardziej dopracowany materiał w przypadku Good Charlotte nie wiadomo czego można się spodziewać. Zawsze stawiali na prostotę i przy wszystkich swoich ostatnich wydawnictwach niczym szczególnym nie zachwycili. Jak będzie na ,,Youth Authority"? Spełnili oczekiwania?
,,Youth Authority" otwiera dynamiczny ,,Life Changes". Kawałek w typowym pop punkowym klimacie z melodyjnym wokalem i częstym zmianom tempa - w zwrotkach muzyka jest spokojniejsza, natomiast refren jest głośny i pełen energii. Pomimo tego, że utwór jest prosty i nie ma w nim nic szczególnego, energia i dynamizm sprawił że szybko przypadł mi do gustu. ,,Makeshift Love" to kolejna dawka pozytywnego brzmienia. Pierwsze dźwięki utworu są trochę mylne - delikatne brzmienie gitary akustycznej, można by pomyśleć, że to ballada. Nie w tym przypadku - po chwili dołącza dynamiczna perkusja i mocne dźwięki gitar. Fajny kawałek. ,,40 oz. Dream" to przyjemny dla ucha numer. Nieco wakacyjny i działający na wyobraźnię, można pomarzyć sobie o ciepłych, kalifornijskich porankach na plaży. Pop rockowa ballada ,,Life Can't Get Much Better" zrobiła na mnie średnie wrażenie. Niby dobrze się tego słucha, ale ani nie zachwyca, ani nie przykuwa uwagi. Nic ciekawego.
,,Keep Swingin'" z gościnnym udziałem lidera Sleeping with Sirens - Kellin'a Quinn'a. Kellin ma bardzo specyficzny wokal, delikatny, czasami wydawało by się że śpiewa jak mały chłopczyk... ale kiedy jego głos nabiera mocy i w swoim zespole śpiewa stylem growl nikt nie powiedziałby, że to ta sama osoba. Tutaj jego głos jest delikatny, przez co kawałek niczym nie wyróżnia się od reszty. Mógłby być mocniejszy, tak stracił swój potencjał... szkoda. Simon Neil z Biffy Clyro zaśpiewał w ,,Reason to Stay". Dzięki chórkom kawałek idealnie sprawdzi się na koncertach, jednak niczym szczególnym nie zachwyca. Uważam, że duet z Quinn'em i Neil'em nie wyszedł na dobre, i nie mam tu na myśli Good Charlotte. Obaj Panowie doskonale radzą sobie we własnych zespołach, a tutaj jakby pokazali się od najgorszej strony... Utwory są nijakie, słychać że goście nie mieli nic do powiedzenia, tylko zaśpiewali gotowy tekst w takim stylu jak chcieli bracia Madden. Bardzo słychać ten brak indywidualności. Szkoda. ,,Stray Dogs" zlewa się z całością, jednym słowem "nuda".
,,Stick to Your Guns (Interlude)", wypadłby lepiej, gdyby została sama linia melodyczna bez wokalu. Zwykła wersja instrumentalna dałaby niesamowity efekt. ,,The Outfield" to szybki i dynamiczny utwór, jest trochę mocniejszy od swoich poprzedników, jednak cały czas to zwykły pop punk. ,,Cars Full of People" otwiera delikatna gitarowa melodia, której towarzyszy równie łagodny śpiew. Nie ma tu żadnego wybuchu, głośniejszych czy bardziej szalonych dźwięków perkusji. Wszystko utrzymane jest w stylu delikatnej rockowej ballady. Dużo ciekawsze jest ,,War". Rytmiczny kawałek z charakterem, wspaniale sprawdzi się na koncertach. Prosty, ale bardzo fajny. Na sam koniec spokojne ,,Moving On". Kolejny utwór który brzmi jak cała reszta, został zrobiony prawie tak samo jak ,,Cars Full of People" jednak tutaj dzięki drapieżnemu wokalowi dałabym plusa. Z drugiej strony bardzo nie podoba mi się końcówka, niedbałe zaśpiewanie ,,Love, love, love..." jest zwyczajnie zbędne.
Nigdy nie interesowałam się twórczością Good Charlotte i ta płyta, która po 21 latach muzycznego doświadczenia powinna ociekać profesjonalizmem nie przekonała mnie do Amerykanów. Wszystkie utwory są na tym samym poziomie, w sumie zlewają się w jeden. Wygląda to tak, że zespół wpadł na jeden pomysł i przez dwanaście kawałków go ciągnie. Ile razy można grać w kółko kilka wyuczonych riffów? Pojawiający się goście również nic nie pomogli, gdyby dodali coś od siebie wyszłoby ciekawie, a kiedy mięli spełnić oczekiwania Good Charlotte wyszło nijako. Pozycja zespołu jest dość mocna, nie da się ukryć że grają przyjemne dla ucha numery, które szybko wpadają w ucho i są idealne na imprezy. Jednak od zespołu z 21 letnim stażem oczekiwałoby się czegoś więcej. A może oni zwyczajnie nie chcą niczym nowym zaskoczyć?
Rok wydania: 2016 Single: Silver Bullet, Harry Dean, Miley, Figuring it Out, Drive North Lista utworów:
1. Harry Dean
2. Brb
3. Miss Yer Kiss
4. Turn Up
5. Figuring it Out
6. Ruining My Pretending
7. Uncool
8. Miley
9. D'You Have a Car?
10. Hannah
11. Silver Bullet
12. Drive North
Zespół SWMRS (wcześniej funkcjonujący pod nazwą Emily's Army) powstał w 2004 roku w Oakland w stanie Kalifornia. Grupę założyli dwaj przyjaciele: Cole Becker i Joey Armstrong. Drugie nazwisko brzmi znajomo? Tak, to syn Billie'go Joe Armstronga z Green Day! Jego serce także przepełnione jest muzyką, jednak niezupełnie poszedł w ślady ojca. Zamiast śpiewania i gry na gitarze wybrał perkusję. Pomimo tego, że zespół ma już na swoim koncie dwa krążki ,,Drive North" jest pierwszym pod nazwą SWMRS. Co prawda chłopaki mieli bardzo dobry start, oprócz pojawiającego się znanego nazwiska, bezproblemowo nagrywają w wytwórni Adeline Records - założonej m.in. przez Billie'go Armstronga. Przyjrzyjmy się bliżej płycie, która jest w pełni stworzona przez członków SWMRS. Czy wykorzystują swoją szansę i nagrali dobry materiał?
Album ,,Dive North" otwiera szybki i dynamiczny ,,Harry Dean". Kawałek w specyficznym klimacie punka, spokojnie można by było pomyśleć że został nagrany w latach 80. ,,Brb" w zwrotkach jest mało energiczny, dopiero szybszy staje się w refrenie, natomiast cały kawałek jest melodyjny i wpada w ucho. W ,,Miss Yer Kiss" bardzo podoba mi się muzyka, oprócz gitar czy perkusji można usłyszeć także cymbałki. Ponadto fajnym pomysłem było nagranie okrzyków i gwizdów, przy takiej melodii sprawdziło się to idealnie. Początek ,,Turn Up" brzmi ciekawie - wokal z dźwiękiem gitary akustycznej, dopiero po chwili dołącza perkusja. Nie ma w nim nic co szczególnie przykuło by uwagę, ale dzięki łagodnemu brzmieniu i prostemu tekstowi szybko wpada w ucho. W ,,Figuring it Out" otrzymujemy dużo wesołych okrzyków, ale dzięki wokalowi Cole'a kawałek jest ciekawy i niebanalny.
,,Ruining My Pretending" zaczyna się gwizdaniem, po chwili dołącza gitara akustyczna i spokojny śpiew wokalisty. Pomimo wyraźnego brzmienia perkusji kawałek zaskakuje delikatnym refrenem. Przyjemny dla ucha numer, jednak pod koniec robi się zwyczajnie nudny. ,,Uncool" charakteryzuje się tajemniczością i dobrą, dopracowaną melodią. ,,Miley" to piosenka dedykowana Miley Cyrus. Jest to bardzo zabawy kawałek szczególnie kiedy pojawia się stwierdzenie ,,Miley is a punk rock queen". Szybko przypadł mi go gustu, uwielbiam teledysk, który został do niego nakręcony, w tle zobaczymy Cyrus w wyzywających pozach i wspomnienia z serialu Hannah Montana. ,,D'You Have a Car?" nie zrobił na mnie dużego wrażenia, na ,,Drive North" znajdziemy lepsze i bardziej dopracowane kawałki. Jedynym plusem jest wspaniałe brzmienie gitary basowej. Alternatywne ,,Hannah" zachwyca doskonałością każdego dźwięku, natomiast przy energicznym ,,Silver Bullet" nie można ustać w miejscu. Na sam koniec tytułowy ,,Drive North". Jest to podsumowanie tego co usłyszeliśmy wcześniej - mocne, dynamiczne, trochę agresywne punkowe brzmienie pomieszane z alternatywą.
Szczerze? Sama byłam zdziwiona, że ten album jest taki dobry! Od początkującego zespołu oczekuje się znacznie mniej, a chłopaki nagrywają jakby mięli ogromny bagaż doświadczeń. Przede wszystkim słychać, że wiedzą w jakim kierunku chcą iść. Uczą się od najlepszych (Green Day), chociaż muzyka SWMRS i Green Day'a znacznie się od siebie różni. Co prawda album jest mało zaskakujący, w każdym kawałku otrzymujemy podobne brzmienie, podobny pomysł, czasem znajdują się urozmaicenia, usłyszymy gwizdanie (,,Ruining My Pretending"), wesołe okrzyki (,,Figuring it Out") czy zwyczajnie eksperymentowanie z cymbałkami (,,Miss Yer Kiss"). ,,Drive North" to dobry i dopracowany album, który na pewno spodoba się fanom punkowych i alternatywnych brzmień.
Rok wydania: 2009 Single: Know Your Enemy, 21 Guns, East Jesus Nowhere, 21st Century Breakdown, Last of the American Girls Lista utworów: Act I: Heroes and Cons
1. Song of The Century
2. 21st Century Breakdown
3. Know Your Enemy
4. ¡Viva La Gloria!
5. Before the Lobotomy
6. Christian's Inferno
7. Last Night on Earth Act II: Charlatans and Saints
8. East Jesus Nowhere
9. Peacemaker
10. Last of the American Girls
11. Murder City
12. ¿Viva La Gloria? (Little Girl)
13. Restless Heart Syndrome
Act III: Horseshoes and Handgrenades
14. Horseshoes and Handgrenades
15. The Static Age
16. 21 Guns
17. American Eulogy
I. Mass Hysteria
II. I Don't Wanna Live in the Modern World
18. See the Light
Green Day to jeden z najbardziej znanych zespołów punk rockowych na świecie. Pięć lat po wydanym w 2004 roku ,,American Idiot" grupa powróciła z nowym materiałem. Poprzedni krążek, nazywany punk-operą, przeciwko rządom George'a W. Bush i przedstawiający życie Jezusa z przedmieścia osiągnął ogromny sukces na świecie. Tym razem również otrzymaliśmy album opowiadający pewną historię - bohaterami są Gloria i Christian, a zespół przybliża problemy współczesnego świata - ostro krytykuje politykę, system, media czy kościół. Podzielony na trzy akty ,,21st Century Breakdown" w 2010 roku otrzymał nagrodę Grammy w kategorii ,,Najlepszy rockowy album". Pomimo tego, że minęło 7 lat od premiery, wydaje się że muzyka na tym krążku w ogóle się nie postarzała.
Pierwszy akt ,,Heroes and Cons" otwiera, krótki wstęp ,,Song of The Century". Ten minutowy kawałek, który brzmi jakby był odtworzony ze starego radia, mówi o tym czego możemy spodziewać się na albumie i to w jaki sposób Billie Joe definiuje "piosenkę stulecia". Początek ,,21st Century Breakdown" jest bardzo udany, powolne tempo, klimatyczne uderzenia, a kiedy dołącza perkusja, dosłownie wszystko wybucha. Chłopaki wspaniale to sobie wymyślili. Ponadto tekst dotyczy głównie kwestii politycznych. ,,Urodzony 4 Lipca, wychowany w erze bohaterów i oszustów, którzy zostawili mnie na pastwę śmierci...". ,,Know Your Enemy" to jeden z najlepszych utworów Green Day! Wszystko brzmi tu po prostu idealnie. Uwielbiam tą surowość, a charakterystyczny dźwięk perkusji jest kluczowy dla całego kawałka. Podczas fragmentu ,,So gimme gimme revolution" na którym Armstrong "zdziera" gardło zawsze na moim ciele pojawiają się dreszcze.
W ,,¡Viva La Gloria!" Wokalista postanowił zamienić gitarę na pianino, ale tylko na chwilę... Uwielbiam ten spokojny wstęp, kiedy oprócz wspomnianego już pianina słychać skrzypce. Tekst jest w pełni poświęcony Glori, wspaniale obrazuje różne kwestie. Również łagodnie zaczyna się ,,Before the Lobotomy". jednak kiedy utwór zaczyna opowiadać o Christianie, tempo utworu zmienia się bardzo szybko na dynamiczne. Po raz kolejny trzeba pochwalić Armstronga za wspaniały tekst, długo nie mogłam wyjść z podziwu. Początek ,,Christian's Inferno" jest agresywny, a kawałek wydaje się jeszcze bardziej surowy, kiedy Billie śpiewa trochę zmienianym głosem. Koniec tej kompozycji jest zarazem początkiem ,,Last Night on Earth". To bardzo romantyczna, rockowa ballada, Armstrong napisał ją specjalnie dla swojej żony Adrienne. Uwielbiam ten kawałek, jest piękny i wzruszający.
Drugi akt ,,Charlatans and Saints" po raz kolejny zaczyna się jakby ktoś szukał stacji w radiu, aż w końcu natknął się na ,,East Jesus Nowhere". Bardzo dobry, dynamiczny i rockowy utwór, mający na celu krytykę fundamentalistów religijnych. ,,Peacemaker" może zaskoczyć, w porównaniu do innych kawałków z ,,21st Century Breakdown" różni się klimatem. Zagrany na gitarze akustycznej, porywający numer z wesołymi okrzykami szybko wpada w ucho. ,,Last of the American Girls" i ,,Murder City" tworzą w pewnym sensie całość - koniec pierwszego jest początkiem drugiego, ale różnią się od siebie. ,,Murder City" jest mocny i dynamiczny, natomiast ,,Last of the American Girls" jest lżejsze, bardziej melodyjne. Znakomite jest również ,,¿Viva La Gloria? (Little Girl)", pierwsze dźwięki pianina robią ogromne wrażenie. Wszystko bardzo dobrze się komponuje, kiedy dołączają pozostałe instrumenty. Świetna piosenka, bardzo dobrze się jej słucha. W ,,Restless Heart Syndrome" Billie Joe po raz kolejny udowodnił, że pisze niesamowite teksy. Każde słowo ma jakieś znaczenie i nie znalazło się tam przypadkowo. Bardzo szerokie przesłanie - od prywatnych problemów Armstronga, po problemy społeczne, takie jak lekomania i brak umiejętności radzenia sobie z trudnościami życia. ,,Jesteś swoim najgorszym wrogiem. Jesteś ofiarą systemu". Pod względem muzycznym zespół również nie zawiódł. Utwór zaczyna się grą na pianinie, powoli pojawiają się dźwięki perkusji czy gitary, dopiero pod koniec klimat przechodzi w bardziej mocniejszy, rockowy - jest to jeden z lepszych momentów.
Trzeci akt ,,Horseshoes and Handgrenades" otwiera utwór o tym samym tytule. Ten kawałek zawsze robił na mnie ogromne wrażenie. Dynamiczny i mocny utwór idealnie trafił w mój gust. Trochę minęło czasu zanim przekonałam się do ,,The Static Age". nie było w nim nic wyróżniającego się, zwykle słuchałam go bez większego zainteresowania. Jednak, przyszedł czas kiedy został przeze mnie doceniony. Dziś, nie wyobrażam sobie ,,21st Century Breakdown" bez tego kawałka. ,,21 Guns" znają chyba wszyscy. Jest to jeden z najbardziej znanych utworów Green Day. Śmiało można go określić jako dzieło pod względem muzycznym jak i tekstowym. Tytuł nie oznacza 21 pistoletów, a salwę honorową składającą się z 21 wystrzałów. Piosenka to w dużej części monolog Glorii do Christiana, namawiając go do poddania się, ponieważ dla tego świata nie ma już ratunku a walka nie ma sensu. ,,21 Guns" można określić także jako antywojenny manifest. ,,American Eulogy" zaczyna się bardzo podobnie do ,,Song of Century" i dzieli się na dwie części: ,,Mass Hysteria" oraz ,,I Don't Wanna Live in the Modern World". Chociaż pomiędzy nimi występuje dłuższa przerwa instrumentalna to granica pomiędzy jedną, a drugą zaciera się. Warto również dodać, że w drugiej części usłyszymy śpiew basisty Mike'a Dirnt 'a. Ostatni utwór na krążku to ,,See the Light". Pod względem muzycznym zaczyna się bardzo podobnie do ,,21st Century Breakown". Muzycy naprawdę świetnie sobie to wymyślili, odnosząc się do tego co było na samym początku płyty. Piosenka jest promykiem nadziei, związana z nadejściem nowego świata. Billie z pewnym lękiem zwraca się ku zmianom. A tym promykiem nadziei jest wybór na prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy.
Panowie z Green Day'a po raz kolejny udowodnili, że mają wiele do powiedzenia i pragną zmienić szarą, przygnębiającą rzeczywistość. Zwracają uwagę na źle prowadzoną politykę w państwie, podkreślają problemy społeczne i krytykują fundamentalistów religijnych. Bardzo dobrze, że zespół nagrał album z takim przekazem, ponieważ są to sprawy o których trzeba mówić głośno. ,,21st Century Breakdown" jest genialne, każdy dźwięk i fragment tekstu jest bardzo dopracowany. Warto także zaznaczyć, że krążek jest ponadczasowy. Patrząc na to co obecnie dzieje się na świecie album z 2009 roku cały czas jest aktualny. Wspaniale, że po tak doskonałym ,,American Idiot" Green Day po raz kolejny pokazali, że potrafią nagrać dobry materiał. Gratuluję Panowie. ,,21st Century Breakdown" to jeden z najlepszych albumów ostatnich lat!
Rok wydania: 2016 Single: I Don't Wanna Go to Bed, Boom!, Opinion Overload, Singing in the Rain Lista utworów:
1. Opinion Overload
2. Boom!
3. Kiss Me Like Nobody's Watching
4. Farewell (feat. Jordan Pundik)
5. Singing in the Rain (feat. R. City)
6. Everything Sucks
7. I Refuse
8. I Don't Wanna Go to Bed (feat. Nelly)
9. Nostalgic
10. Perfectly Perfect
11. I Don't Wanna Be Sad
12. P.S. I Hate You
13. Problem Child
14. I Dream About You (feat. Juliet Simms)
Simple Plan to jeden z najpopularniejszych kanadyjskich zespołów punkowych. Istniejąca od 1999 roku grupa uznawana za "mistrzów melodyjnego punka" po pięciu latach powraca z nowym materiałem. Produkcją 14 piosenek zajął się dwukrotnie nominowany do nagrody Grammy Howard Benson, znany ze współpracy z Motorhead, P.O.D. i Halestorm. Zespół chciał aby ,,Taking One for the Team" łączył w sobie wybuchową energię, nasyconą optymizmem i poczuciem humoru. Pragnęli również stworzyć najbardziej przebojowy krążek w ich karierze. Ale jak wiadomo bardzo łatwo jest nagrać przebojowy album, trudniej jest zaprezentować dobry materiał. A może przez wieloletnie muzyczne doświadczenie grupa bez problemu połączyła obie wartości?
Album otwiera ,,Opinion Overload". Utwór jest energiczny, a wesołe okrzyki nadają mu przebojowości. Jednak słuchając go od razu skojarzył mi się z twórczością All Time Low za czasów ,,Nothing Personal" z 2009 roku. Czy to dobrze? Sama nie wiem, patrząc na doświadczenie muzyczne Simple Plan wymagałoby się czegoś znacznie lepszego. Pełno wesołych okrzyków otrzymujemy także w ,,Boom!". Chociaż, ten wydaje się być lepszy od swojego poprzednika, dalej utrzymuje podobny poziom. Plusem jest to, że kawałek idealnie sprawdzi się na koncertach. ,,Kiss Me Like Nobody's Watching" jest bardzo proste, nie ma w nim nic ciekawego, a pod koniec wydaje się zwyczajnie nudny.
Dla urozmaicenia albumu Simple Plan postanowili zaprosić do współpracy kilku gości. ,,Farewell" nagrany z wokalistą grupy New Found Flory Jordanem Pundik'iem, całkiem przyjemnie się słucha. Podoba mi się ,,Singing in the Rain" z gościnnym udziałem rapera R. City. Słuchając tego kawałka nie można usiedzieć w miejscu. Wesoły numer, który wprost zachęca do tańca, idealny na letnie popołudnia. Nelly to kolejny raper, który towarzyszy chłopakom, tym razem przy kawałku ,,I Don't Wanna Go to Bed". Niestety, ale to jedna wielka porażka. Tekst praktycznie o niczym, a muzyka? Gdyby nie irytujące trąbki, byłaby całkiem znośna. Jedna z lepszych kompozycji to ,,I Dream About You" z udziałem uczestniczki amerykańskiego The Voice i zarazem żony Andy'ego Biersack'a, lidera Black Veil Brides Juliet Simms. Nie jest to może wybitna ballada, ale z przyjemnością się jej słucha. Szczególnie kiedy słyszymy damski wokal. Juliet śpiewa bardzo dobrze, wręcz czaruje głosem.
Co jeszcze znajdziemy na ,,Taking One for the Team"? Wesołe i zbyt przesłodzone ,,Everything Sucks", akustyczne z dużą dawką pozytywnych emocji ,,Perfectly Perfect" oraz banalne ,,I Don't Wanna Be Sad". Odskocznią od tych wszystkich melodyjnych i wesołych piosenek jest punkowe ,,I Refuse". Świetne brzmienie, mocny i dynamiczny refren. ,,Nostalgic" to również powrót do mocniejszego klimatu. Zdecydowanie brakowało takiego "pazura". ,,P.S. I Hate You" to zwyczajny zapychacz. Album nie ucierpiałby gdyby przypadkiem ktoś zapomniałby umieścić go na krążku. Przyjemne dla ucha jest ,,Problem Child". Kawałek w stylu ballady, na początku trochę mnie irytował, później udało mi się do niego przekonać.
Grupie udało się nagrać wesoły i przebojowy album. Jeżeli ktoś sięgnął po ,,Taking One for the Team" z nadzieją, że posłucha dobrych punkowych kawałków mógł się trochę zawieść. Co prawda, znajdziemy tu dobre kompozycje (,,I Refuse", ,,Nostalgic"), ale na krążku dominują proste kawałki dla niewymagających słuchaczy. Za dużo tu wesołych okrzyków, aż przy czymś takim nie wypada używać słowa "punk". Każdy utwór jest prawie taki sam, przez co album wydaje się monotonny, a jedna piosenka zlewa się z drugą. Od zespołu, który jest na scenie 17 lat i stworzył kilka utworów, które wpisały się w historię muzyki punk rockowej wymaga się znacznie więcej. Mam nadzieję, że Simple Plan powrócą na właściwą ścieżkę, chyba że pragną na koncertach zobaczyć tłum gimnazjalistek.
Rok wydania: 2016 Single: Bored to Death Lista utworów:
1. Cynical
2. Bored to Death
3. She's Out of Her Mind
4. Los Angeles
5. Sober
6. Built This Pool
7. No Future
8. Home Is Such a Lonely Place
9. Kings of the Weekend
10. Teenage Satellites
11. Left Alone
12. Rabbit Hole
13. San Diego
14. The Only Thing That Matters
15. California
16. Brohemian Rhapsody
Tej grupy chyba nie trzeba przedstawiać. Blink-182 to jeden z najpopularniejszych zespołów punkowych na świecie. Mają w dorobku utwory, które na stałe zostały wpisane do historii punka. Z ich aktywnością bywało różnie, rozpadali się i wracali. Ale na szczęście każda przerwa zakończyła się pobytem w studiu i nagraniem nowej płyty. Ale co zrobić, kiedy wokalista na stałe pożegnał się z zespołem? Nie wyobrażam sobie, żeby grupa o wieloletnim stażu mogłaby dalej funkcjonować z inną osobą na wokalu. Jeżeli chodzi o blinka, to w niektórych utworach śpiewał basista Mark Hoppus, ale to Tom DeLonge odgrywał najważniejszą rolę. Niestety, w 2014 roku, po 22 latach Tom pożegnał się z zespołem na stałe. Miliony fanów na całym świecie zadawało sobie pytanie ,,Jak teraz będzie wyglądał blink?" Zespół nie rozpadł się. Rok temu do grupy dołączył Matt Skiba. Popracowali trochę w studiu, nagrali nowe utwory i światło dzienne ujrzała ,,California". Jak wypadł krążek na czele z nowym wokalistą?
Album ,,California" otwiera krótki, bo niespełna dwu minutowy utwór ,,Cynical". Zaczyna się powoli i spokojnie, wspólnie śpiewają go Mark Hoppus i Matt Skiba. Po czym nagle spokój został zakłócony przez dynamiczną perkusję i stanowczy dźwięk gitar elektrycznych. Bardzo dobre punkowe brzmienie. Singlowe ,,Bored to Death" pojawia się jako drugie. Kiedy pierwszy raz przesłuchałam ten numer, jeszcze przed premierą krążka, wiedziałam, że będzie na co czekać. Utwór spodobał mi się od razu, połączenie starego stylu blinka z nowym brzmieniem zespołu wyszło znakomicie. Energiczne ,,She's Out of Her Mind", niestety nie robi dużego wrażenia, ale przyjemnie się go słucha. Jednym z mocniejszych punktów na płycie jest ,,Los Angeles". Tym razem zespół odszedł od punka, na rzecz alternatywy tworząc wspaniały kawałek. Utwór już od pierwszych dźwięków wyróżnia się. Mroczne i tajemnicze brzmienie sprawiło, że na moim ciele pojawiły się dreszcze. Więcej takich znakomitych numerów Panowie.
Muzykę i teksty na album napisali głównie członkowie blink-182, jednak w nielicznych swoje pomysły dodawali także inni twórcy. Patrick Stump z zespołu Fall Out Boy maczał palce w ,,Sober" i ,,San Diego", natomiast David Hodges, były członek Evanescence pomógł napisać: ,,Home is Such a Lonely Place", ,,Kings of the Weekend" i ,,Teenage Satellites". ,,Sober" robi pozytywne wrażenie, utwór jest wesoły, bardzo dobrze sprawdzają się tutaj chórki czy klaskanie. ,,San Diego" rozpoczyna się prawie takim samym motywem jak ,,Bored to Death". Czyżby zabrakło pomysłów? Na szczęście to tylko jedyne podobieństwo. Podobają mi się stonowane zwrotki, które wprowadzają specyficzny klimat. Dobra, punkowa kompozycja. ,,Home is Such a Lonely Place" jest spokojny, słychać jedynie gitarę akustyczną i skrzypce! Przy pierwszym przesłuchaniu czekałam, kiedy ten utwór nagle się rozkręci, ponieważ zespół lubi robić takie niespodzianki. Tym razem przez całą długość utrzymane jest jedno tempo, no może później wyraźniej słuchać perkusję, ale nie wiele to zmienia. Trochę powiewa nudą. Dużo lepiej zapowiada się ,,Kings of the Weekend". Piosenka w typowym "Blinkowym" stylu, bardzo dobrze się jej słucha. Zaskakuje solówka na perkusji, jednak byłaby efektowniejsza, gdyby trwała trochę dłużej. Pod względem muzycznym bardzo podoba mi się ,,Teenage Satellites". Znakomity, energiczny kawałek. Dzięki brzmieniu perkusji ten utwór idealnie sprawdzi się na koncertach.
,,Built This Pool" trwa zaledwie 16 sekund i to najkrótszy numer na płycie. Zaraz po nim usłyszymy ,,No Future". Całkiem dobry kawałek, pierwsza zwrotka jest stonowana, dopiero przy refrenie wyraźnie słychać wszystkie instrumenty. Bardzo podoba mi się moment, kiedy wszyscy śpiewają chórem, wyszło to fantastycznie. Co jeszcze znajdziemy na albumie? Trochę nudnawe ,,Left Alone", szybkie i godne uwagi ,,Rabbit Hole" oraz przypominający "stary" blink ,,The Only Thing That Matters". To typowy dobry, punkowy kawałek, ze znakomitym basowym wstępem. Na koniec gdzieś uciekł tytułowy utwór ,,California". Fajnie otrzymać po tak dużej dawce punk rocka spokojny i przyjemny numer. Bardzo dobrze się go słucha, efektowne jest dodanie mocniejszego brzmienia pod koniec utworu. Cały album kończy 30-sekundowy ,,Brohemian Rhapsody".
Blink-182 nagrali dobry, przyjemny punkowy album. Nie zawiodłam się, jednak miałam nadzieję, że niektóre kompozycje będą ciekawsze i zaskakujące. Zdecydowanie najlepszym kawałkiem na tej płycie jest ,,Los Angeles". Bardzo dobrą rolę odgrywają przerywniki (,,Built This Pool", ,,Brohemian Rhapsody"), zawsze wtedy album wydaje się ciekawszy. Niestety, niektóre utwory są nudne lub szybko uciekają z pamięci, ale są też takie które idealnie sprawdzą się na koncertach (,,No Future", ,,Teenage Satellites", ,,Bored to Death"). Na pewno będę często wracać do tego albumu i mam nadzieję, że Panowie w następnym roku do swojego kalendarza dopiszą nasz kraj.
Rok wydania: 2016 Single: Thank God for Girls, Do You Wanna Get High?, King of the World, L.A. Girlz, California Kids Lista utworów:
1. California Kids
2. Wind in Our Sail
3. Thank God for Girls
4. (Girl We Got A) Good Thing
5. Do You Wanna Get High?
6. King of the World
7. Summer Elaine and Drunk Dori
8. L.A. Girlz
9. Jacked Up
10. Endless Bummer
Mało kiedy zdarza się aby jakiś artysta czy zespół nazwał swój album dokładnie tak samo, jak kilka lat wcześniej. Jeżeli chodzi o amerykańską grupę Weezer działającą od 1992 roku, ten przypadek zdarza się dość często. Zespół ma w swoim dorobku dziesięć studyjnych albumów, w tym cztery o nazwie ,,Weezer"! Pierwszy, jako debiutancki ukazał się z 1994 roku i jest również nazywany jako ,,The Blue Album", a to dlatego, że tło okładki jest całe niebieskie, drugi z 2001 roku (,,The Green Album"), trzeci z 2008 roku (,,The Red Album" i jak na razie ostatni, tegoroczny ,,Weezer" idąc tym tropem jest rozróżniany jako ,,The White Album". Zespół przyjął sobie chyba taką taktykę, że pomiędzy nimi musi wydać o jeden album więcej. Pomiędzy "niebieskim", a "zielonym"grupa wydała jeden album o innym tytule, pomiędzy "zielonym", a "czerwonym" dwa, natomiast przed "białym" w dyskografii zapisuje się trzy krążki. Można wywnioskować, że teraz po czterech kolejnych albumach, zostanie wydany kolejny ,,Weezer". Pomysł ciekawy, jednak nie tylko to się liczy. Wystarczy, że muzyka na wydawnictwie jest dobra. A jaki jest najmłodszy z pośród czterech braci?
Album otwiera utwór ,,California Kids", cymbałki z dźwiękami przywodzącymi na myśl ciepłe lato i plażę (mewy, okrzyki dzieci, szum morza) szybko zagłusza gitara elektryczna z dynamiczną perkusją. Bardzo podoba mi się muzyka, typowa pop punkowa melodia. Przyjemny dla ucha jest również ,,Wind in Our Sail", mocniejsze brzmienie wspaniale komponuje się z pianinem. ,,Thank God for Girls" zaczyna się tajemniczo, w pierwszym momencie słyszymy jedynie pianino i śpiew Rivers'a Cuomo, natomiast po chwili dochodzą organy i perkusja. Panowie z Weezer dziękujący Bogu za dziewczyny odwalili kawał dobrej roboty, Ten utwór to jeden z mocniejszych punków płyty.
Poprzednio otrzymaliśmy kawałki utrzymane w letnim klimacie, natomiast ,,(Girl We Got A) Good Thing" jest jakby świąteczny... Co prawda tekst nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale przez cały utwór dźwięk dzwonków utrzymuje świąteczny nastrój. Przyznam, że takiej piosenki nie spodziewałam się na krążku, ponieważ zwyczajnie nie pasuje. Albo zespół utrzymuje album w wakacyjnym klimacie, albo świątecznym. Takie mieszanki można zrozumieć jako większą różnorodność płyty (na każdą porę roku) lub zwyczajne niezdecydowanie zespołu. Niestety, ja odczułam to drugie. Podoba mi się ,,Do You Wanna Get High?". Od pierwszych dźwięków czuć, że będzie to mocniejszy utwór. Pod względem muzycznym - świetne brzmienie, znakomite gitarowe riffy, wokalnie - nie jest już tak kolorowo. Według mnie wokalista Rivers Cuomo nie śpiewa czysto, na początku trochę mnie to drażniło, jednak później stwierdziłam, że pomimo fałszów da się tego słuchać. ,,King of the World" zaczyna się typowym pop punkowym brzmieniem. Niestety, ten utwór, niczym szczególnym się nie wyróżnia, zanika gdzieś i bardzo łatwo o nim zapomnieć. ,,Summer Elaine and Drunk Dori" rozpoczyna się się gwizdaniem. Podobają mi się zwrotki - powolniejsze i nieco tajemnicze, ciekawie brzmią przy "wybuchowym" refrenie. Po raz kolejny ogromnym plusem jest sama muzyka (gitarowa solówka!). Tekst piosenki w refrenie rymuje się, przez co utwór wydaje się zabawniejszy. Fajny, przyjemny kawałek. Co jeszcze zajdziemy na ,,Weezer"? Jeszcze mocniejsze ,,L.A. Girlz". Tak, w takim wydaniu grupa brzmi najlepiej: zdecydowany wokal, mocne brzmienie instrumentów, bez zbędnych odgłosów plaży czy świątecznych dzwonków, które tylko nadają utworom lżejsze i weselsze brzmienie. Podoba mi się ,,Jacked Up", dźwięk pianina towarzyszący przez cały kawałek brzmi naprawdę dobrze. Pod względem muzycznym i wokalnym utwór jest dopracowany i znakomicie się go słucha. Na sam koniec grupa serwuje nam ,,Endless Bummer". Pierwsza część tego utworu jest akustyczna, słuchając jej wyobraziłam sobie ciepły wieczór na plaży i rozpalone ognisko. Tak, Weezer sprawił, że na moment przeniosłam się gdzieś indziej. Pod koniec utworu powoli dochodzi perkusja, gitara elektryczna, aż w końcu wszystkie instrumenty brzmią dosadnie z rockową energią. Po momencie kulminacyjnym muzyka powoli wycisza się, aby wyraźnie usłyszeć dźwięki, które pojawiły się jako wstęp do pierwszego kawałka z albumu ,,California Kids" - szum morza, mewy, bawiące się dzieci.
Kto ma dosyć marnych, wakacyjnych hitów puszczanych non stop w radiu może sięgnąć po ten krążek. Oprócz ,,(Girl We Got A) Good Thing" ze świątecznymi dzwonkami z tle, "biały" ,,Weezer" jest utrzymany w wakacyjnym klimacie, a odgłosy szumu morza idealnie nastrajają i fajnie się tego słucha w obecnej poprze roku. Niestety, specyficzny głos Wokalisty może trochę irytować i zdarza się, że nie śpiewa czysto. Ogromnym plusem tego albumu jest muzyka - bardzo dopracowana, a mocne brzmienie, połączone z gitarowymi riffami, brzmi wspaniale. Nie jest to może rock czy punk wysokich lotów, ale sprawdzi się jako wakacyjny album dla osób lubiących mocniejsze brzmienia.
Rok wydania: 2009 Single: Ignorance, Brick By Boring Brick, The Only Exception, Careful, Playing God, Decode Lista utworów:
1.Careful
2.Ignorance
3.Playing God
4.Brick by Boring Brick
5.Turn It Off
6.The Only Exception
7.Feeling Sorry
8.Looking Up
9.Where the Lines Overlap
10.Misguided Ghosts
11.All I Wanted
12.Decode
Fanką Paramore jestem od roku, oczywiście wcześniej znałam ten zespół, jednak nie interesowałam się zbytnio muzyką, jaką tworzą. Ostatni album grupy ,,Paramore" powalił mnie na kolana. Od tamtej pory słucham ich regularnie, odkrywając perełki z ich poprzednich płyt. Dzisiaj biorę pod lupę przedostatni studyjny album Paramore o tytule ,,brand new eyes". Czy również jest tak niesamowity jak jego następca?
Tytuł ,,brand new eyes" pisany jest z małych liter, ponieważ jak twierdzi sama wokalistka - rzadko kiedy używa wielkich liter. Jesteście ciekawi co symbolizuje motyl na okładce? Przyjęło się, że motyl oznacza lekkość czy natchnienie. A martwy motyl? Okładka albumu prezentuje martwego motyla, którego wokalistka znalazła w samochodzie swojej mamy, po czym postanowiła go zachować. Zespół postanowił go sfotografować oraz umieścić na okładce ich trzeciego albumu. Hayley w jednym z wywiadów powiedziała, że rozczłonkowany motyl jest dowodem na to, że z zepsutych fragmentów można stworzyć coś pięknego.
Album otwiera dynamiczny ,,Careful". Uwielbiam ten utwór, m.in. za mocny i wyrazisty wokal Hayley. Dziewczyna ma kawał głosu i doskonale wie jak go wykorzystać. Jestem bardzo wdzięczna Paramore za tak doskonały ,,Ignorance". Wokal Hayley brzmi wrogo, czuć że wylewa całą swoją złość. Ponadto ,,Ignorance" to pełen frustracji i bardzo emocjonujący teledysk. Zespół początkowo znajduje się w bardzo ciasnym pomieszczeniu, a Williams śpiewa do zapalonej żarówki, którą w pewien sposób oślepia chłopaków. Jest to jedna wielka metafora trudnego okresu, przez który przechodził zespół. Hayley wyraża swój gniew i opowiada jak czuła się ignorowana i traktowana jak nieznajoma. ,,Playing God" to bardzo przyjemny dla ucha numer. Zwrotki są delikatne, natomiast refren jest rytmiczny, ciekawie wyróżniają się tam dźwięki gitar. Teledysk został zrealizowany w całości w domu Hayley Williams we Franklin w stanie Tennessee. Początkowe ujęcia przedstawiają Hayley wchodzącą do domu. Następnie wokalistka wchodzi do piwnicy, gdzie znajdują się pozostali członkowie zespołu (Josh Farro, Zac Farro, Taylor York i Jeremy Davis) związani liną. Podczas teledysku, Hayley siedzi przy stole z przyjaciółmi, gdzie zaczyna sobie przypominać moment, w którym otruła chłopaków, którzy są teraz w jej piwnicy. Oprócz członków zespołu w teledysku zobaczyć można również osobistych przyjaciół grupy. Teledysk może być interpretowany jako kontynuacja klipu do ,,Ignorance", ponieważ pojawia się motyw zemsty wokalistki na jej kolegach z zespołu, którzy w ostatnim ujęciu tamtego klipu związali wokalistkę. Paramore nie zwalnia tempa i serwuje nam ,,Brick by Boring Brick". Po raz kolejny muszę pochwalić głos Williams, wokalista śpiewa tak jak chce, jej wokal idealnie brzmi w spokojniejszych, delikatnych momentach jak i w takich, w których śpiewa donośnie, krzyczy, czasem można usłyszeć "żyletę" w jej głosie. Naprawdę, nie wyobrażam sobie innego wokalu w Paramore.
W ,,Turn It Off" słychać na zmianę: spokojną, opanowaną muzykę i energiczne, rockowe brzmienie, ciekawe połączenie. Mi utwór przypadł do gustu. Zawsze podchodziłam dość obojętnie do ballady ,,The Only Exception". Piosenka niczym się nie wyróżnia, cechuje ją jednorodny klimat, po kilku odtworzeniach nawet staje się nudna. Natomiast ciekawiej wypada teledysk. Jeszcze zanim powstał klip, zespół poprosił swoich fanów, by nadesłali kartki walentynkowe na jego potrzeby. Kartki te zostały w nim wykorzystane i nadały mu romantycznego charakteru. W teledysku wystąpił ojciec Hayley. Wokalistka przechodząc przez różne drzwi znajduje się w innych miejscach, przechodzi przez garderobę w swoim pokoju - trafia do restauracji, wychodzi z restauracji - wchodzi do kościoła. Na końcu wraca się przez wszystkie odwiedzone dotąd pokoje.
Co jeszcze znajdziemy na ,,brand new eyes"? ,,Feeling Sorry" i ,,Where the Lines Overlap" dostarczają po raz kolejny dużą dawkę energii. Bardzo pozytywny ,,Looking Up" mówiący, że nie należy się poddawać i cały czas wierzyć w marzenia: ,,Bóg wie, że świat nie potrzebuje już kolejnego zespołu. Ale cóż to by była za strata. Nie mogę uwierzyć, że mało brakowało, a byśmy się poddali. Dopiero zaczynamy". Nie przypadł mi do gustu ,,Misguided Ghosts", utwór zagrany akustycznie, co prawda głos Hayley jest bez zarzutu, jednak nie zakryje to faktu że piosenka jest strasznie nudna. ,,All I Wanted" to mocny, rockowy numer jednak nie wyróżnia go nic nowego. A na sam koniec zdecydowanie najlepszy utwór Paramore - ,,Decode". Piosenka promującą pierwszą część Zmierzchu, znalazła się jako bonus na europejskich wersjach ,,brand new eyes". Co tu dużo mówić - genialna muzyka, genialny wokal, genialny utwór. Chyba nikt nie przejdzie obojętnie obok tego dzieła!
Album ,,brand new eyes" ma w sobie mnóstwo energii, jest dynamiczny. Zespół wykonał kawał dobrej roboty, nadal jest rockowo i z pazurem. W wokalu Hayley można się zatracić. Wokalistka ma kawał głosu i bardzo dobrze wie jak go wykorzystać. Jej wokal idealnie brzmi w balladach czy akustykach jak i tam gdzie trzeba "zedrzeć gardło". Wokalnie dała z siebie 100%. Jak już wcześniej napisałam nie wyobrażam sobie Paramore bez Williams. Jednak trzeba pamiętać że Paramore to nie tylko Hayley, muzycy również ciężko pracują nad każdym brzmieniem, który jest idealnie przemyślany. Album nie jest tak różnorodny, jednak przyjemnie się go słucha. Fani mocnych brzmień na pewno nie będą zawiedzeni.
Ocena: 7,5/10 Najlepsze: Careful, Ignorance, Brick by Boring Brick, Looking Up, Decode Najgorsze: Misguided Ghosts, All I Wanted
Tytuł: Against The Wall Wykonawca: Kat Graham Rok: 2012 Single: Put Your Graffiti on Me, Wanna Say Utwory: 1.Put Your Graffiti on Me 2.Heartkiller 3.Wanna Say 4.Supa Dope
Kat Graham jest amerykańską aktorką, piosenkarką, producentką, tancerką i modelką. Odkąd miała dwa lata występowała w filmach i serialach, jednak największą sławę zyskała dzięki roli Bonnie Bennett w serialu ,,Pamiętniki Wampirów". Co ciekawe Graham ma polskie korzenie - jej matka jest pół rosjanką, pół polką. Oprócz wczesnych doświadczeniach z aktorstwem Katerina (bo tak brzmi jej pełne imię) ma już za sobą udział w kilku teledyskach, popularnych zagranicznych gwiazd, m.in. Justin Bieber i Usher ,,Somebody to Love (Remix)", Nelly ,,Just A Dream " i 112 w teledysku ,,What If". ,,Against the Wall" nie jest pierwszym mini-albumem wydanym przez amerykankę. Rok wcześniej wydała ,,The Remixes", a w tym samym roku ,,Wanna Say (Remixes)". Kat aktualnie pracuje nad całą płytą, którą promuje utwór ,,Power". EP'ka ,,Against The Wall" ma tylko cztery piosenki. Pierwszą z nich jest energiczny ,,Put Your Graffiti on Me". Słuchając tego kawałki nogi same rwą się do tańca. Oprócz rytmicznej dance-popowej muzyki w refrenie możemy usłyszeć dźwięk cymbałków, nadających specyficzny klimat. Głos Kat jest mocny, wyrazisty i przede wszystkim czysty. Jako że w tej piosence efekty electro były dość stonowane w ,,Heartkiller" są zbyt przesadzone. Jednak nie jest jeszcze tak najgorzej. Podoba mi się refren, który wypadł dość ciekawie jest on zaśpiewany szybko z charakterem, natomiast słowo ,,Heartkiller" Kat śpiewa delikatnie i powoli, efekt wyszedł całkiem przyzwoity. Singlowy ,,Wanna Say" przy ,,Put Your Graffiti on Me" wypada blado, nie ma takiej mocy, przebojowości i charyzmy, jedynie jest zwykłym popem przyjemnym dla ucha. Na koniec zdecydowanie najgorszy utwór z EP'ki - ,,Supa Dope". Refren to jakieś nieporozumienie - Kat myślała że im więcej electro tym więcej ludzi to kupi, niestety myliła się,mini-album nie osiągnął wymarzonego sukcesu. Do twórczości Graham jestem nastawiona dość przychylnie, jednak nie wydałabym pieniędzy na tą EP'kę. Jedyny utwór, który jest na wysokim poziomie i gdyby Artystka miała więcej szczęścia mogłaby podbić świat jest ,,Put Your Graffiti on Me", jednak nie osiągnie nic więcej tworząc utwory takie jak ,,Supa Dope", którego nie da się słuchać.
Ocena: 5,5/10 Najlepsze: Put Your Graffiti on Me Najgorsze: Supa Dope
Tytuł: Put Up or Shut Up Wykonawca: All Time Low Rok: 2006 Single: Coffee Shop Soundtrack Utwory: 1.Coffee Shop Soundtrack 2.Break Out! Break Out! 3.The Girl's a Straight-Up Hustler 4.Jasey Rae 5.The Party Scene 6.Running from Lions 7.Lullabies
,,Put Up or Shut Up" to trzeci album All Time Low i właśnie od niego kariera zespołu nabrała tempa, m.in. dzięki współpracy z profesjonalną wytwórnią Hopeless Records. EP'ka sprzedała się w ponad 60.000 egzemplarzy. Na albumie znajdziemy 2 nowe piosenki i 5, które fani poznali już rok wcześniej na long play'u ,,The Party Scene" utwory te zostały nagrane ponownie w odświeżonych aranżacjach. EP'kę otwiera singlowy ,,Coffee Shop Soundtrack". Od pierwszych brzmień słychać mocne gitary i perkusję, które nadają świetny rockowy klimat. Alex bardzo dobrze operuje swoim głosem, a utwór taki łatwy do zaśpiewania nie jest. Widzieliście teledysk? Jest bardzo zabawny, przedstawia chłopaków grających w różnych dziwnych miejscach m.in. w saunie, toalecie czy pod prysznicem, jednak głównym punktem jest pokaz talentów na którym nieudolna grupa konkuruje z utalentowaną dziewczynką, chcąc wygrać i udaje im się to małym podstępem, warto zobaczyć :) Pierwszą piosenką, która została "odświeżona" jest ,,Break Out! Break Out!". Utwór jest dynamiczny i może spodobać się osobom, które nie przepadają za pop punkowym brzmieniem. Refren jest dość wesoły i przyjemny dla ucha, ogromnym plusem jest muzyka, słychać, że chłopcy poświęcili dużo czasu aby dojść do takiego efektu, kompozycja bardzo dopracowana. ,,The Girl's a Straight-Up Hustler" można scharakteryzować jednym zdaniem - od delikatnych melodii poprzez mocnego, energicznego pop punka do powolnego brzmienia, niczym ballada. Dlaczego? Ponieważ taka właśnie jest piosenka, zaczyna się bardzo spokojnie, refren jest trochę szybszy, natomiast druga zwrotka charakteryzuje się energiczną pop punkową muzyką, później fragment - trochę zbyt chaotyczny, szybki refren i na sam koniec fragment powolny niczym w balladzie. Mogłoby się wydawać, że co za dużo to niezdrowo, ale o dziwo wszystko ze sobą idealnie się komponuje. ,,The Party Scene" to dobry utwór, jednak po tak pomysłowym ,,The Girl's a Straight-Up Hustler" wypada dość słabo. Nie można nie zauważyć że wokal, bardzo dobrze współpracuje z muzyką, Alex świetnie ukazuje tu emocje. Na wstępie ,,Running from Lions" słyszymy melodię graną na gitarze akustycznej, po chwili przez charakterystyczny dźwięk gitara się wycisza, a instrumenty zaczynają grać tak jak w każdej piosence zespołu, ciekawy pomysł. Pomimo tego utwór niczym nie wyróżnia się od reszty. Podobnie jest z ,,Lullabies" zaczyna się powoli, niczym ballada a po chwili usłyszymy wyraźne dźwięki instrumentów oddające charakter pop punkowej melodii. Natomiast pod koniec utworu podoba mi się fragment w którym melodia się wycisza, a słychać tylko delikatny chórek, który jest magiczny. EPk'a jest ciekawa, słychać że chłopcy chcieli trochę poeksperymentować. Jednak uważam, że niepotrzebnie tracili czas na ponowne nagrywanie utworów z przed roku, ten czas mogli wykorzystać na nowe kompozycje.
Ocena: 6,5/10 Najlepsze: Coffee Shop Soundtrack, Break Out! Break Out!, The Girl's a Straight-Up Hustler Najgorsze: -
Tytuł: The Three Words to Remember in Dealing with the End Wykonawca: All Time Low Rok: 2004 Single: - Utwory: 1.Hit the Lights 2.The Next Best Thing 3.Last Flight Home 4.Memories That Fade Like Photographs
Historia All Time Low jest bardzo długa, zespół latami pracował na swój sukces, niestety los nie zawsze im sprzyjał. Przed aktualną nazwą grupy było kilka innych, ponadto co chwile odchodzili członkowie, a zastępowanie ich przez innych muzyków nie było wcale takie proste, przez co wynikały różne kłótnie. Wszystkie zmiany skończyły się w 2003 roku, kiedy grupa o nazwie All Time Low zaczęła grać w Baltimorskich klubach. Pięciu członków zespołu, skompletował Alex Gaskarth: Rian Dawson grający na perkusji, Chris Cortilello na basie, TJ Ihle na gitarze i robiący za chórki, i Jack Barakat także grający na gitarze. Miesiące mijały. W zespole zaszła znacząca różnica w liczbie pokładanego wysiłku na członkach co doprowadziło do zachwiania ich przyjaźni. Chris i TJ zdecydowali się odejść dla dobra zespołu. Od tego czasu zupełnie nic się nie działo. Jednakże jak feniks powstaje ze swoich popiołów, All Time Low było przeznaczone odrodzić się na nowo. W zespole pojawił się Zack Merrick. Zack doskonale dopełniał zespół. Nawiązała się więź pomiędzy chłopakami, dzięki czemu muzyka stała się jeszcze lepsza. Z myślą o stworzeniu pełnego, wspaniałego brzemienia, Alex również zaczął grać na gitarze – I w ten właśnie sposób powstał All Time Low, który teraz znamy. ,,The Three Worlds to Remember in Dealing with the End" to ich debiutancka EP'ka. Alex stwierdził że te "trzy słowa o których trzeba pamiętać" w tytule to "All Time Low" i "I Love You". EP'kę otwiera energiczne ,,Hit the Lights". Muzycznie utwór jest bardzo dobry - początek jest wręcz profesjonalny, wszystkie instrumenty idealnie ze sobą współpracują, wokalnie jest trochę gorzej. Przez tyle lat śpiewu głos Alexa się "wyrobił" i śpiewa teraz czysto, no cóż jako że to jest debiut na niektóre niedociągnięcia można przymknąć oko, jednak nie jest to ten sam głos, który urzekł mnie na albumach ,,Nothing Personal" czy ,,Don't Panic". Podoba mi się ,,The Next Best Thing", jest to mocny, gitarowy numer. Głos Gaskarth'a tutaj nawet nie jest taki zły, ponadto fajnie komponuje się z mocnymi dźwiękami gitary. W ,,Last Flight Home" można usłyszeć chórek, który wraz z głównym wokalem brzmi całkiem ciekawie. Podoba mi się, kiedy Alex śpiewa ,,Woah, woah", o dziwo śpiewa to czysto, a muzyka idealnie to podkreśla, poprzez wyciszenie instrumentów. W ,,Memories That Fade Like Photographs" muzyka jest najmocniejsza i najbardziej rockowa na EP'ce. Tutaj mocny i stanowczy głos Wokalisty jest wielkim atutem. Ponadto utwór jest melodyjny i szkoda że nie został wybrany na singla, ponieważ to najmocniejszy punkt albumu. To jeszcze nie wszystko, pod koniec piosenki słychać w tle nawet growl!! Przyznam że tego to się zupełnie nie spodziewałam :) Bardzo dobry album!!
Ocena: 7/10 Najlepsze: The Next Best Thing, Memories That Fade Like Photographs Najgorsze: -
Tytuł: Hit Me Like a Man Wykonawca: The Pretty Reckless Rok: 2012 Single: - Utwory: 1.Make Me Wanna Die (Live) 2.Hit Me Like a Man 3.Under the Water 4.Since You're Gone (Live) 5.Cold Blooded
The Pretty Reckless poznałam niedawno. Oczywiście wiedziałam o tym zespole, jednak nie zgłębiałam się w ich twórczość. Przypadkiem natrafiłam na ,,Cold Blooded", który od razu mi się spodobał, dlatego postanowiłam sięgnąć po całą EP'kę. Zespół na czele z charyzmatyczną wokalistką Taylor Momsen, która może pochwalić się świetnym, mocnym wokalem zyskał miliony fanów na całym świecie. ,,Hit Me Like a Man" zawiera trzy premierowe numery i dwa utwory w wersji live. Pierwszy z nich to ,,Make Me Wanna Die", od pierwszych brzmień jest niesamowity. Największe wrażenie zrobił na mnie refren, jest zaśpiewany mocno, stanowczo i z emocjami do tego świetna rockowa muzyka, wszystko jest idealnie dopracowane. Drugi utwór w wersji live to ,,Since You're Gone". Piosenka jest bardzo energiczna, jednak nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ,,Make Me Wanna Die", można powiedzieć że nawet trochę mnie zmęczyła. Uwielbiam ,,Hit Me Like a Man". Utwór zaczyna się mocnym brzmieniem, po chwile Taylor urzeka swoim wokalem i bije na głowy te wszystkie Seleny Gomez i Ke$he :) Uwielbiam fragment refrenu kiedy, muzyka gra trochę ciszej a Momsen stanowczo zaczyna śpiewać refren. Tak, ta piosenka ma najwięcej mocy i energii. ,,Cold Blooded" obok ,,Hit Me Like a Man" to mój ulubiony utwór. Taylor brzmi w niej bardziej dojrzale, a męski głos nadaje ciekawy, ponętny klimat. Natomiast muzyka zmienia się niczym kameleon, raz słyszymy mocne gitary i perkusję a czasem wszystko jest stonowane i delikatne. Ponadto przez ostatnie prawie dwie minuty słyszymy samą muzykę bez wokalu, co nadaje ciekawy efekt. ,,Under the Water" zaczyna się spokojne, niczym ballada, w tle słychać jedynie gitarę, niestety była to cisza przed burzą, ponieważ za chwilę wszystko się rozkręca i muzyka staje się coraz głośniejsza. Piosenka fantastyczna, a album robi niesamowite wrażenie. Dzięki ,,Hit Me Like a Man" stałam się fanką tego zespołu. Jestem ciekawa czym oni mnie jeszcze zaskoczą i również czekam na świeży materiał ;)
Ocena: 7/10 Najlepsze: Hit Me Like a Man, Cold Blooded, Under the Water Najgorsze: Since You're Gone
Tytuł: Singles Club Wykonawca: Paramore Rok: 2011 Single: Monster Utwory: 1.Monster 2.Renegade 3.Hello Cold World 4.In The Mourning
18 grudnia 2010 roku na stronie Paramore została umieszczona informacja od Hayley, Jeremy'ego i Taylora, oznajmująca, że Josh i Zac opuszczają zespół. W wiadomości można było przeczytać: „Kilka miesięcy temu Josh i Zac dali nam znać, że opuszczą zespół po naszym występie w Orlando, który odbywał się w zeszłą sobotę. Żadne z nas nie było specjalnie zaszokowane. Przez ostatni rok nie wydawało się, że dalej chcą być z nami. Chcemy, by Josh i Zac robili coś, co ich uszczęśliwia, a jeśli to nie jest tutaj z nami, to my wspieramy ich w poszukiwaniu szczęścia gdzieś indziej. Ale nigdy przez sekundę nie pomyśleliśmy o pozostawieniu tego wszystkiego za nami.” Post oświadczał również, że pozostali członkowie nie mają żadnego zamiaru rozwiązywania zespołu. Josh Farro napisał osobistą odpowiedź o odejściu na swoim blogu, zupełnie różną od wypowiedzi zespołu, w której twierdził, że zespół był „gotowym produktem wielkiej wytwórni”. Dalej oskarżał Hayley o bycie manipulowaną przez jej zarząd, traktującą resztę grupy jako jej solowy projekt oraz stwierdzał, że była ona jedynym członkiem zespołu, który podpisał kontrakt z wytwórnią Atlantic Records, a w tym czasie jej koledzy z zespołu „windowali na jej marzeniach”. Atmosfera była naprawdę gorąca. Na początku 2011 roku wokalista zespołu w wywiadzie dla stacji MTV powiedziała, że pomimo odejściu braci Farro z zespołu, będą nadal kontynuowali swoją karierę i zamierzają wejść do studia nagrać kilka nowych piosenek. Jak obiecali tak zrobili, pod koniec grudnia 2011 do sklepów trafiła EP'ka ,,Singles Club". 3 czerwca 2011 Paramore wypuścili na rynek singiel ,,Monster", który znalazł się na ,,Transformers: Dark of the Moon Soundtrack". To pierwsza piosenka, jaką zespół wydał bez braci Farro. Utwór jest najlepszym na całej EP'ce. Utrzymuje bardzo dobry poziom i pokazuje że pomimo tylu konfliktów zespół cały czas utrzymuje formę. Ponadto teledysk również robi pozytywne wrażenie, jest ciekawy i z chęcią ogląda się go do końca. Utwór ,,Renegade" został nagrany na tej samej sesji co ,,Monster",jednak jest trochę od niego gorszy. Tytuł piosenki oznacza "zdrajca" i jest najprawdopodobniej skierowana do Josh'a Farro i jego wpisu z inną wersją wydarzeń, przez którą wywołał duże zamieszanie. Powróćmy do utworu - ,,Renegade" to dobry kawałek, jednak niczym specjalnym się nie wyróżnia, jeden z wielu. Z ,,Hello Cold World" jest podobnie, utwór mnie nie porwał. Podoba mi się głos Hayley w zwrotkach, słychać że co nieco chciała z nim poeksperymentować. Gdyby tylko gitary brzmiały bardziej delikatniej, byłby to zwykły popowy kawałek. Mini-album zamyka ballada ,,In The Mourning" jest to najmniej ciekawa piosenka z płyty. Utwór jest nudny, taki trochę "zapychacz". Jedynym plusem jest głos Williams, który jest niezwykle czysty i wyraźny. Przyznam, że na ,,Singles Club" spodziewałam się czegoś lepszego i ciekawszego. ,,Monster" sprawił że miałam zbyt duże oczekiwania w związku z resztą utworów. No cóż... napięta atmosfera i negatywne emocje nie służyły w tworzeniu tego krążka.
Tytuł: Paramore Wykonawca: Paramore Rok: 2013 Single: Now, Still Into You, Ain't It Fun Utwory: 1.Fast in My Car 2.Now 3.Grow Up 4.Daydreaming 5.Interlude: Moving on 6.Ain't It Fun 7.Part II 8.Last Hope 9.Still Into You 10.Anklebiters 11.Interlude: Holiday 12.Proof 13.Hate to See Your Heart Break 14.(One of Those) Crazy Girls 15.Interlude: I'm Not Angry Anymore 16.Be Alone 17.Future
Cztery lata po wydaniu ostatniego krążka ,,Brand New Eyes" Paramore powraca z nowym albumem. Przez ten czas doszło do kilku zmian w zespole. Paramore był na skraju rozwiązania, odeszło dwóch współzałożycieli: Josha i Zaca Farro, niektórzy wątpili że zespół powróci, pojawiły się również plotki że Hayley Williams rozpoczyna karierę solową. Na szczęście zespół się nie rozpadł, a album ,,Paramore" nazywa się jakby był debiutancki. Dlaczego? Na to pytanie Hayley odpowiedziała, krótko i treściwie: ,,Debiutancki aspekt tej sprawy jest zdecydowanie pewnym oświadczeniem. Czuję, że to nie tylko ponownie wprowadza zespół w świat, ale nawet pomiędzy nas samych... Pod koniec wyglądało to tak, jakbyśmy byli nowym zespołem". Album został poddany ocenie krytyków i stał się pierwszym albumem Paramore, który zadebiutował jako numer 1 na Billboard 200.
Album ,,Paramore" otwiera dynamiczny ,,Fast in My Car". Utwór od razu podbił moje serce, podoba mi się jego klimat, zwrotki są nieco spokojniejsze natomiast refren szybki i od razu wpada w ucho. Plusem jest eksperymentowanie z nowoczesnymi brzmieniami, bardzo dobrze oddaje to efekt przerobionego głosu Hayley w fragmencie przed refrenem. Pamiętam to wspaniałe uczucie jak po raz pierwszy usłyszałam ,,Now", wiedziałam że Paramore dadzą z siebie wszystko i zrobią genialną płytę. Odkąd tylko pamiętam trzymam za nich kciuki. Po dwóch świetnych utworach czas na ,,Grow Up", który również utrzymuje poziom. Największe wrażenie robią zwrotki, Hayley wspaniale wczuła się w muzykę i oddaje wszystkie emocje. Wspaniały jest również fragment w którym Williams śpiewa trochę wolniej, wyróżnia go po raz kolejny zmienienie głosu na bardziej elektroniczny. W ,,Daydreaming" zwrotki są spokojne i delikatne, natomiast refren jest nieco szybszy. Uwielbiam fragment, w którym Piosenkarka śpiewa powoli, jak w balladzie, wtedy bardzo czaruje swoim głosem i pokazuje jakim ogromnym talentem została obdarzona, co jak co ale głosu można jej pozazdrościć :) Album ,,Paramore" składa się z trzech części, każda z nich jest oddzielona poprzez specjalny przerywnik. Pierwszym z nich jest ,,Interlude: Moving on", mówi on o tym aby nie przejmować się innymi ludźmi, należy robić to co się kocha i uważa za słuszne bez względu na to co inni o tym myślą. Ciekawym pomysłem jest to, że przerywnik wykonany jest na ukulele. Ucieszyłam się na wieść że to właśnie ,,Ain't It Fun" jest trzecim singlem z płyty. Dlaczego? Ponieważ utwór jest bardzo pozytywny, ponadto wyróżnia go wspaniały chórek, który fajnie oddaje klimat piosenki. ,,Part II" w porównaniu do reszty piosenek jest bardziej tajemniczy. Hayley zwrotki zaśpiewała twardo, nic nie zmieniała tonu głosu co w ostateczności dało to magiczny efekt. Utwór odrobinę rozkręca się w refrenie, muzyka zaczyna nabierać tempa, natomiast Wokalista śpiewa znacznie głośniej, a jej głos idealnie współpracuje z muzyką. Podobnym utworem, jednak bardziej weselszym jest ,,Last Hope". Tutaj świetnie została skomponowana muzyka, utwór jest gitarowy i stonowany, przyjemnie się go słucha. ,,Still Into You" to jeden z moich ulubionych utworów Paramore, bardzo często do niego wracam. Piosenka jest melodyjna, pełna energii i bardzo pozytywna. Głos Hayley brzmi tu fantastycznie, słychać że dziewczyna ma mnóstwo możliwości wokalnych i potrafi śpiewać jak tylko jej się spodoba, przy czym jej głos jest zawsze czysty.
,,I should be over all the butterflies I'm into you; And baby even on our worst nights I'm into you" (PL: Powinny minąć mi już motylki w brzuchu Ale jestem w tobie zakochana I kochanie, nawet w naszych najgorszych nocach Jestem w tobie zakochana)
Szkoda że utwór ,,Anklebiters" jest taki krótki, zawsze pod koniec czuję niedosyt i myślę ,,co? to już koniec?". Piosenka jest świetna, charakteryzuje ją bardzo szybka i wesoła muzyka. Ciekawie brzmi również chórek, który ujawnia się dopiero pod koniec utworu. Kolejną część otwiera ,,Interlude: Holiday", utwór również grany jest na ukulele, a Williams swoim wspaniałym głosem wprowadza w wakacyjny klimat. ,,Proof" od pierwszej nuty stawia na baczność. Utwór jest szybki i zachowuje świetne rockowe brzmienia. Uwielbiam słuchać ballad w wykonaniu Hayley, dlatego od razu spodobał mi się kawałek ,,Hate to See Your Heart Break". Artystka śpiewa niesamowicie czysto, pomimo tego że piosenka jest powolna, czuć od niej niesamowitą energię. Trochę szybszym utworem jest ,,(One of Those) Crazy Girls", szczególnie podoba mi się jego początek, jest delikatny, Williams ma magiczny głos i wydaje się aby w takim klimacie był cały utwór a po chwili możemy odczuwać zaskoczenie: po minucie wchodzą gitary i perkusja nadające moc i energię. Ostatnim przerywnikiem jest ,,Interlude: I'm Not Angry Anymore", nadaje on spokojny klimat. Utwór ,,Be Alone" jest bardzo ciekawy, ponieważ muzyka jest mroczniejsza niż w pozostałych utworach na ,,Paramore", natomiast wokal Hayley jest wesoły i pełen dziewczęcego uroku. Ta mieszanka nie powinna pasować, a jednak wszystko idealnie ze sobą współpracuje. Ogromnego "kopa" dostałam podczas słuchania ,,Future". Myślałam że na tym krążku nic mnie już nie zaskoczy, a jednak myliłam się. Utwór trwa prawie osiem minut i każda jego sekunda jest idealna. Nie ma tu wesołych brzmień przy których można trochę poskakać, tak jak w większości utworów, na ,,Future" dominuje spokój i specyficzny nastrój. Piosenkę można podzielić na dwie części - I trwającą około 3 minuty, w tle spokojna muzyka i delikatny, powolny głos Williams, II część - trwająca przez prawie 5 minut, główną uwagę skupiają na sobie instrumenty czyli gitary i perkusja, w tym momencie Wokalistka nie udziela się.
Na początku trochę bałam się sięgnąć po ten album: myślałam że 17 piosenek to jednak trochę za dużo, w tym 5 z nich trwa ponad 5 minut. Okazało się że wcale nie było tak źle. ,,Paramore" z ogromną przyjemnością się słucha. Ponadto każdy utwór jest inny, a piosenki szybko wpadają w ucho. Świetnym pomysłem było nagranie przerywników i skomponowanie ich na ukulele. Na tym albumie każdy znajdzie coś dla siebie, piosenki są zróżnicowane. Na ,,Paramore" znajdziemy utwory dynamiczne (,,Fast in My Car", ,,Now"), wesołe (,,Still Into You", ,,Ain't It Fun"), delikatne z dużą dawką energii (,,Last Hope", ,,(One of Those) Crazy Girls") i takie które mają surowy i mroczny klimat (,,Be Alone", ,,Future"). Reasumując ,,Paramore" jest jedną z najlepszych płyt 2013 roku. Dobra robota!
Ocena: 10/10 Najlepsze: Fast in My Car, Now, Grow Up, Ain't It Fun, Last Hope, Still Into You, Anklebiters, Proof, Be Alone, Future Najgorsze: -
Tytuł: Warning: Wykonawca: Green Day Rok: 2000 Single: Minority, Warning, Waiting, Macy's Day Parade Utwory: 1.Warning 2.Blood, Sex and Booze 3.Church on Sunday 4.Fashion Victim 5.Castaway 6.Misery 7.Deadbeat Holiday 8.Hold on 9.Jackass 10.Waiting 11.Minority 12.Macy's Day Parade
Trzy lata po wydaniu odnoszącego sukcesy albumu ,,Nimrod." Green Day nie spoczął na laurach i wydał nowy album ,,Warning:". Który nie odniósł pożądanego sukcesu. Jest to album niedoceniany przez wielu krytyków i często został nazywany komercyjną porażką zespołu. W Stanach Zjednoczonych płyta pokryła się "tylko" złotem, natomiast w Australii i Kanadzie platyną. Czy to znaczy że najpierw trzeba stworzyć przeciętny album aby dostać "kopa" a następnie nagrać dzieło (,,American Idiot")?
Album ,,Warning:" otwiera utwór o tym samym tytule. Jego muzyka znacznie różni się od tej, którą zespół grał wcześniej. Jest bardziej lekka i głównie słychać gitary. Kocham teledysk do tego utworu. Na pewno rodzice mówili Wam, aby pewnych rzeczy nie robić np. nie brać cukierków od nieznajomych, nie oglądać zbyt blisko telewizora czy nie wkładać jedzenia do mikrofalówki w opakowaniu, a później wpatrywać się kilka centymetrów od niej jak to jedzenie się grzeje. Bohater klipu tak właśnie postępuje i jakoś żyje ;) Pozytywne wrażenie zrobił na mnie kawałek ,,Blood, Sex and Booze", pierwsza część utworu jest spokojniejsza, po raz kolejny dominują głównie gitary, natomiast druga część się bardziej rozkręca i wyraźnie można usłyszeć już niezawodną perkusję. Piosenka ma również w sobie to "coś" że często chce się do niej wracać. Co ciekawe tekst nie ma nic wspólnego z tytułem utworu ;) ,,Church on Sunday" to również świetny kawałek. Najbardziej rozwalił mnie tekst: ,,If I promise to go to church on Sunday will you go with me on Friday night?" (PL: Jeżeli obiecam że pójdę do Kościoła w niedzielę. Ty pójdziesz ze mną na piątkową imprezę?). A to dopiero początek. Teksty na ,,Warning:" są pełne dobrego humoru, niestety nie mogę umieścić tu wszystkich zwrotów, ponieważ nie chcę zaśmiecać recenzji, ale jak ktoś jest ciekawy to naprawdę, polecam, nie zawiedziecie się ;) ,,Fashion Victim" czyli ofiara mody. Billie wyśmiewa tu pokazy mody, nawet takie dla psów czy kucyków, śpiewa że niektóre osoby myślą, że są mode a wyglądają śmiesznie, nie ma racji? Oczywiście że ma! Ponadto warto również zwrócić uwagę na samą muzykę - gitary i perkusja idealnie współpracują z wokalem, ciekawie brzmią również chórki.
,,When you're dancing through your wardrobe do the anorexic" (PL: Kiedy tańczysz przed swoją szafą robisz się anorektykiem)
,,Castaway" to fajny energiczny numer, trochę różni się on od poprzednich utworów, których tekst był zwyczajnie śmieszny. Piosenka nie jest stereotypowa, opowiada o problemach a muzyka i sposób w jakim Billie śpiewa jest wesoły. Gdy pierwszy raz posłuchałam utworu ,,Misery" byłam w małym szoku. Utwór ani trochę nie przypomina piosenek, które zespół grał wcześniej. W tle słychać akordeon, harmonijki, trąbki i inne instrumenty, które nie pojawiają się na płytach pop punkowych zespołów. Green Day pokazał w tym momencie że album ,,Warning:" jest różnorodny. Podobne, różnorodne oblicze zespół ukazał później w 2009 roku na albumie ,,21st Century Breakdown" nagrywając ,,¿Viva La Gloria? (Little Girl)" czy ,,Peacemaker". Pozytywne wrażenie zrobił na mnie utwór ,,Deadbeat Holiday". Billie napisał tą piosenkę po tym jak jego kot Zero zginął tragicznie w pralce :( dlatego też kot jest wspomniany na samym początku utworu. Piosenka bardzo dobra, przekazuje mnóstwo pozytywnych emocji, najbardziej podoba mi się refren, jest zabawny i do tego bardzo rytmiczny. Aha, taka ciekawostka... Od momentu śmierci kota, Billie jest wegetarianinem :) W pierwszych brzmieniach utworu ,,Hold On" słychać dźwięk harmonijki, który prowadza w klimat piosenki. Później pojawia się ona pomiędzy zwrotkami. Niestety jest to piosenka, którą bardzo trudno zapamiętać. ,,Jackass" opowiada o żartach i wspomnieniach jakie z tego wynikają. Podoba mi się melodia utworu, jest bardzo dobrze wykonana, ponadto wokal ciekawie ją podkreśla. Pomimo tego, że teledysk do utworu ,,Waiting" jest nieco nudnawy, gdyż przedstawia zespół grający na imprezie, utwór jest bardzo dobry i dopracowany. Wokal idealnie współpracuje z niesamowitą muzyką, świetnie można również odebrać emocje, ponadto piosenka od razu wpada w ucho. Teledysk do ,,Minority" jest ciekawy, przedstawia zespół grający na platformie przemieszczającej się przez miasto, pod koniec zespół niszczy platformę, rozwalając także swój sprzęt: gitary i perkusję. Również jest to utwór, który od razu wpada w ucho i jak usłyszysz ją raz to nie opuści cię do końca dnia ;) Ostatnim utworem na ,,Warning:" jest ,,Macy's Day Parade". Wspaniała rockowa ballada na zakończenie przygody z płytą.
,,Warning:" to chyba najdziwniejsza płyta Green Day. Dlaczego? Ponieważ poznajemy tu inne oblicze zespołu. Nie ma tu pop punkowych brzmień do których się przyzwyczailiśmy. Płyta jest różnorodna. Wielokrotnie pojawia się harmonijka czy trąbki, które zwyczajnie nie pojawiały się na poprzednich płytach. Teksty na tym albumie są świetne! Idealne na poprawienie humoru. Myślę, że wydając ten krążek zespół trochę zszokował swoich fanów, czegoś takiego się na pewno nie spodziewali. Nie można też tej płyty porównać do innych z dyskografii zespołu, gdyż nie ma podobnego stylistycznie albumu nagranego przez Green Day.
Ocena: 7,5/10 Najlepsze: Blood, Sex and Booze, Church on Sunday, Fashion Victim, Wainting, Minority Najgorsze: -
Tytuł: Nothing Personal Wykonawca: All Time Low Rok: 2009 Single: Weightless, Damned If I Do Ya (Damned If I Don't), Lost in Stereo Utwory: 1.Weightless 2.Break Your Little Heart 3.Damned If I Do Ya (Damned If I Don't) 4.Lost in Stereo 5.Stella 6.Sick Little Games 7.Hello, Brooklyn 8.Walls 9.Too Much 10.Keep The Change, You Filthy Animal 11.A Party Song (The Walk of Shame) 12.Therapy
Gdyby All Time Low do Polski nie zawitali jako support Green Day'a pewnie nigdy bym ich nie poznała, a szkoda, ponieważ teraz nie wyobrażam sobie dnia bez ich muzyki. Grupa uświadomiła mi również że jest mnóstwo takich artystów, których muzyka na pewno podbiłaby nasze serca, a niestety nie są znani na szerszą skalę. Dlaczego tak mało osób zna All Time Low? Ponieważ w Polsce w radiach czy telewizji leci tylko muzyka komercyjna, a ten zespół tworzy muzykę taką jaką lubi, bez komercji i bez nastawienia na kasę. Pomimo tego że w 2009 roku mieli zaledwie 21 lat ,,Nothing Personal" to ich piąty krążek. Tak, chłopacy zaczęli bardzo wcześnie, ale za to od początku wiedzieli co chcą tworzyć. W ich sercach zawsze dominował pop punk i wielokrotnie udowodnili że nie są typowym boysbandem m.in. właśnie przez krążek ,,Nothing Personal".
Album ,,Nothing Personal" otwiera ,,Weightless", który jest zarazem singlem promującym krążek. To jest jeden z tych utworów dzięki którym pokochałam All Time Low. Kawałek jest rockowy, ponadto chłopacy bardzo fajnie wykorzystali w nim dodatkowo brzmienia popowe. Z tego krążka szczególnie polecam m.in. ,,Break Your Little Heart". Po prostu zakochałam się w tym kawałku, głos Alexa niesamowicie brzmi w takich klimatach, muzyka jest genialna, nic dodać, nic ująć. ,,Damned If I Do Ya (Damned If I Don't)" poznałam dopiero na koncercie w Łodzi jednak tam emocje tak sięgały zenitu więc nie wiele z niej pamiętałam. Po kilkukrotnym przesłuchaniu utworu bardzo go polubiłam. Piosenka ciekawa, fajna, można do niej trochę potańczyć, bardzo podoba mi się ciekawa muzyka i klaskanie w refrenie, które wraz z muzyką daje wspaniały efekt. ,,Lost in Stereo" to jedna z tych piosenek, którą mogę słuchać dniami i nocami i nigdy mi się nie znudzi. Szczególnie gdy oglądam filmiku z koncertu w Łodzi gdzie własnie wykonują tą piosenkę, to po prostu się rozpływam. Utwór genialny, fantastyczny, jeden z najlepszych utworów All Time Low.
,,Tattoos and a switchblade attitude; Snakebite heart with a bubblegum smile; Sex and stereo; Don't turn the radio down" (PL: Tatuaże i ostre atrybuty; Ukąszone przez węża serce z uśmiechem z gumy balonowej; Seks i stereo; Nie ściszaj radia)
,,Stella" to fajny kawałek, opowiada ciekawą historię, otóż głównym tematem jest impreza i dziewczyna, czyli tytułowa Stella, która nie odwzajemnia uczucia jakim jest miłość. Piosenka jakich wiele, jednak bardzo podoba mi się fragment w którym dołącza się chórek. Kawałek ,,Sick Little Games" trochę różni się od poprzednich piosenek. Jest niczym jak rockowa ballada. Najbardziej podoba mi się fragment refrenu śpiewany przez Alexa w którym jest zawarty tytuł utworu. Śpiewa to z ogromnymi emocjami i szczerze. Co znajdziemy jeszcze na ,,Nothing Personal"? Nie można zapomnieć o wspaniałym ,,Hello, Brooklyn", który jest jakby ukłonem w stronę tego pięknego miasta. Alex porównuje rozświetlone księżycem niebo do zapalonego papierosa, a chodniki błagają by na nie usiąść. To niezwykły hołd dla Brooklynu. W ,,Walls" dominuje główne pop, jedynie w refrenie słychać trochę mocniejsze brzmienie, przez co piosenka traci na jakości, ogólnie porównując do innych numerów na ,,Nothing Personal" ten wypada słabo. Utwór ,,Too Much" to wspaniała ballada, jej bardzo magiczne i delikatne dźwięki działają na wyobraźnię. Od razu widziałam ten kawałek w jakimś filmie, może kiedyś będzie taka okazja ;) ,,Keep The Change, You Filthy Animal" to fajny kawałek, jednak nie ma w nim czegoś co zwróciło by moją uwagę. Szczerze mówiąc jest to jedyny utwór z tej płyty, który szybko mi wylatuje z pamięci. ,,A Party Song (The Walk of Shame)" to jest coś czego mi brakowało! Świetna rockowa muzyka, boski wokal i udzielający się chórek, który nadał charakteru tej piosence. Świetna robota chłopaki! Na zakończenie ,,Nothing Personal" piękna ballada ,,Therapy". Wokalista śpiewa o problemach, które drzemią w środku człowieka, a tak naprawdę nikt nie zdaje sobie sprawy że ta osoba potrzebuje pomocy. Ta piosenka bije na głowy wszystkie ballady, jest wzruszająca, prawdziwa i przede wszystkim szczera.
Chłopaki odwalili kawał dobrej roboty! Ten krążek jest na wysokim poziomie. Pomimo dwóch małych wpadek: ,,Walls" i ,,Keep The Change, You Filthy Animal" o których po tak dużej dawce dobrej muzyki i tak się nie pamięta, album zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Na krążku ,,Nothing Personal" znajdziemy wspaniałe rockowe kawałki: ,,Lost in Stereo", który porwał moje serce, ,,Weightless" czy ,,Break Your Little Heart" jak i piękne ballady m.in.: ,,Therapy" i ,,Sick Little Games". Jeżeli ktoś chciałby poznać All Time Lo, to szczególnie polecam zacząć właśnie od tego albumu.
Ocena: 8/10 Najlepsze: Weightless, Break Your Little Heart, Damned If I Do Ya (Damned If I Don't), Lost in Stereo, Sick Little Games, Hello,Brooklyn, Therapy Najgorsze: Walls, Keep The Change,You Filthy Animal